środa, 8 lutego 2023

Elizabeth Strout "Lucy by the Sea" Random House, wrzesień 2022

 Elizabeth Strout "Lucy by the Sea" Random House, wrzesień 2022

Cóż może być przyjemniejszego niż kolejna książka mojej ulubionej Autorki, z bohaterami których zam z poprzednich powieści? Tym razem rzeczywistość, w której znajdują się bohaterowie mocno rezonuje z tym co się dzieje od 2020 roku od marca, kiedy to świat stanął i chyba jeszcze do końca się nie podniósł. 

28 lutego 2020 roku byłam w Nowym Jorku na sztuce teatralnej opartej na innej powieści Elizabeth Strout "My Name Is Lucy Barton", z doskonałą rolą Laury Linney. Pamiętam jeszcze moje wrażenia z tamtego okresu: ehhh, bez przesady z tym COVIDEM, w Nowym Jorku mało ludzi nosi maski, po co ta panika? Jakie to było naiwne. Dwa tygodnie później wszystko było zamknięte, a w Nowym Jorku pojawiły się szpitale polowe i chłodnie na ciała zmarłych. 


Lucy zostaje niemalże siłą zabrana z Nowego Yorku przez swojego byłego męża Williama. Oboje znowu sami jako przyjaciele, a nie para, wyjeżdżają do domku w Maine by uciec przed pandemią. Jako "obcy" czyli nielubiani przez mieszkańców Maine nowojorczycy, muszą sobie zapracować na szacunek miejscowych, wsiąknąć w lokalną społeczność. 

Próbują też trochę sterować życiem swoich córek, aby ochronić je przed zakażeniem. 

Ta powieść jest mi tak bliska, bo dokładnie oddaje to co wszyscy przeżyliśmy: spotkania wyłącznie na zewnątrz, kiedy już w ogóle można było wyjść, sceptycyzm niektórych, czy warto nosić maski, czy warto się izolować, samotność, wrażenie odrealnienia. 

I czas. Czas jest bohaterem tej powieści. Wszystko mija... tak jak pandemia. 

Gorąco polecam!


środa, 5 października 2022

Jakub Małecki "Święto ognia", "Dygot"

 Jakub Małecki 

"Święto ognia", Wydawnictwo SQN, wrzesień 2021

"Dygot", Wydawnictwo SQN, październik 2015


Największą zaletą tego, że nie zna się autorów, których "powinno" się znać, jest rozciągająca się ciągle przed nami przyjemność zanurzenia w lekturze. 


"Święto ognia" wyskoczyło mi gdzieś w aplikacji Empiku i pomyślałam ok, dlaczego nie? Moje skojarzenie po pierwszych kilku zdaniach nieuniknione, z filmem "Motyl i skafander" i już nie mogłam się oderwać. 




"Chlap-chlap-chlap, skaczę sobie po kałużach, a ludzie mijają mnie, panie i panowie, i myślą sobie: o proszę, co to za miła dziewczynka skacze po kałużach, a ja uśmiecham się do nich, no i oni do mnie też, mimo że przecież tak w ogóle to mam dwadzieścia lat i siedzę w domu, na wózku, a ich widzę przez szybę, ale to nie szkodzi, bo skakać po kałużach można wszędzie, nawet w domu, na wózku, i jak się ma dwadzieścia lat, to przecież każdy wie". "Święto ognia" to wzruszająca opowieść o rodzinie, której świat się rozpadł, a teraz każdy z członków radzi sobie z sytuacją inaczej. 

Nastka, chora dziewczyna na wózku, czerpie z życia każdą chwilę i łapie dostępne drobne radości i przyjemności. Swoim optymizmem nie zaraża jednak siostry Łucji, która próbuje wszystkie swoje aspiracje zrealizować poprzez balet. Również ojciec dziewczynek wydaje się przede wszystkim zmęczony. Od czasu tragedii, jaka ich spotkała, nie jest w stanie się cieszyć i wierzyć w lepsze jutro. Wszyscy bohaterowie są ogromnie samotni. Rozdzierająca, codzienna samotność, bez nadziei na zmianę. Tylko Nastka wierzy, że życie mimo wszystko jest dobre. 

Każdy z bohaterów prowadzi swoją narrację, dzięki czemu widzimy te same sytuacje oczami trzech różnych osób. 


Fantastyczna lektura! Gorąco polecam!

Moja ocena: 6/6


"Dygot" to z kolei opowieść o złączonych ze sobą losach dwóch rodzin Łabendowiczów i Geldów. Bohaterów poznajemy tuż po zakończeniu wojny. Jakub Łabendowicz został przeklęty przez Niemkę, którą dowiózł do granicy, i której odmówił dalszej pomocy. Bronek Gelda usłyszał przekleństwo od Cyganki. Obydwaj bohaterowie wierzą, że to właśnie w wyniku tych uroków, syn Łabendowicza rodzi się jako albinos, a córka Geldy zostaje poparzona w pożarze. Koleje losu łączą te "przeklęte" dzieci ze sobą.

Książka przedstawia ich losy, ich życie na prowincji i zmiany zachodzące po wojnie w spokojnej, sielskiej, wiejskiej egzystencji. Również w tej powieści Jakuba Małeckiego jest ogrom samotności, a bohaterowie nie potrafią odnaleźć swojego miejsca na ziemi. Momentami wzruszająca, momentami straszna, ale na każdym etapie bardzo wciągająca.

Polecam!
Moja ocena: 6/6


A najlepsze jest to, że przede mną jeszcze wiele książek Autora, których nie znam. 







 

piątek, 22 lipca 2022

Anderson Cooper, Katherine Howe "Vanderbilt The Rise and Fall of an American Dynasty"



Moje lato w tym roku, to "odkrycie" Newport i pełen zachwyt nad tym miejscem. "Odkrycie" to oczywiście za duże słowo. Newport to przepiękne miasto w stanie Rhode Island, które stało się letnią rezydencją amerykańskich bogaczy z epoki . Moje "odkrycie" polegało na tym, że w końcu udało mi się tam pojechać. 


Miasteczko z jego pałacami, wzorowanymi na dworach europejskiej arystokracji, faktycznie zapiera dech w piersiach. Zainteresowanie tym miejscem wzmogła zarówno wcześniejsza lektura "Amerykańskich Milionerek", jak i fantastyczny serial na HBO "Gilded Age". 





W 2021 roku ukazała się też książka Andersona Coopera i Katherine Howe o historii rodziny Vanderbiltów - o jej powstaniu i upadku.   



Anderson Cooper jest synem Glorii Laury Vanderbilt, która w momencie śmierci jej ojca Reginalda Vanderbilta, odziedziczyła pieniądze z utworzonego na jej rzecz trustu, tym samym stając się najbogatszym dzieckiem na świecie. Poza byciem synem słynnej matki, która jednak całą swoją fortunę roztrwoniła, Anderson Cooper jest jednak przede wszystkim gwiazdą CNN z własnym codziennym programem Anderson Cooper 360°, nadawanym w najlepszym czasie antenowym, czyli między 20 a 21. 

Najpiękniejsze rezydencje w Newport zostały zaprojektowane i wybudowane dla rodziny Vanderbiltów:


The Breakers

Marble House


Andersona Coopera i Katherine Howe nie przedstawiają oczywiście wszystkich członków słynnej rodziny, ale skupiają się na najważniejszych i najbardziej inspirujących postaciach takich jak: Cornelius Vanderbilt "The Commodore", William Henry Vanderbilt "Billy" czy Cornelius Vanderbilt II "Corneil". Są też rozdziały poświęcone kobietom, ale o tym będą oddzielne posty, bo książki o Alvie Vanderbilt i jej córce Consuelo już są zamówione. 

W pierwszej części Autorzy pokazują, jak niewyobrażalna fortuna się rodziła: od małej inwestycji Corneliusa we własny prom i przewożenie pasażerów, po rozległe imperium kolejowe. Kolejna część przybliża nas do tego, jak ten ogromny majątek został roztrwoniony. Fragment poświęcony upadkowi rodziny jest fragmentem bardzo osobistym.  Anderson Cooper niezwykle ostrożnie wypowiada się o wydawaniu pieniędzy przez jego matkę, ale obraz jest jasny: kwota nie miała znaczenia, Gloria potrafiła roztrwonić każdą sumę. Trzeba jej też natomiast oddać sprawiedliwość, że zarabiała min. poprzez firmowanie swoją osobą dżinsów. 

Gloria, urodzona w 1924 była jedną z ostatnich "prawdziwych", w sensie żyjących w arystokratycznym stylu Vanderbiltów. Jak dziecko mieszkała jeszcze w The Breakers w Newport, w rezydencji swojej babki, będącej wtedy jeszcze w wyłącznym posiadaniu rodziny. Autor  wyjaśnia życiowe wybory swojej matki dość nieszczęśliwym (mimo ogromnego bogactwa) dzieciństwem. Jest to część naprawdę bardzo poruszająca. Poza tym, dużo dowiadujemy się też o Nowym Jorku, jego balach i sławnych mieszkańcach, np. o Trumanie Capocie, który "przygranięty" przez arystokrację, napisał potem paszkwil "La Cote Basque, 1965", gdzie złośliwie i obrzydliwie sportretował całe bogate towarzystwo Nowego Jorku, w tym matkę Autora Glorię. Był to oczywiście jego koniec w tym towarzystwie. 

Bardzo fascynująca lektura, która zachęca do sięgnięcia po więcej. Tak więc następne książki już w drodze. A mój zachwyt nad Newport trwa. Kolejna wycieczka za tydzień. 


Gorąco polecam!!!

Moja ocena: 6/6

czwartek, 14 lipca 2022

Agata Romaniuk "Proste równoległe"

 Wydawnictwo Agora, maj 2022


Opowieść o dwóch wybitnych skrzypaczkach, których życia choć oddalone od siebie o kilkadziesiąt lat, toczą się podobnym schematem. "Proste równoległe" to fikcja literacka, choć Autorka silnie wzorowała się na postaciach sławnych kobiet: Wandy Wiłkomirskiej i Idy Haendel.



Bohaterka książki Marta Rychter poznała wybitną skrzypaczkę Wandę Krajewską podczas wakacji, na których była z rodzicami. Krajewska słysząc grę dziewczyny i jej ogromny potencjał, wzięła ją pod swoje skrzydła. Sama już od dawna z niewiadomych przyczyn nie występowała, zajmowała się szkoleniem przyszłych muzyków. Marta stara się odtworzyć historię życia swojej nauczycielki, zrozumieć wybory, których ta dokonała. Jednocześnie próbuje też przeżywać swoje życie po swojemu i chronić siebie. 

Przepiękna opowieść o muzyce, o wrażliwości muzycznej, ale też o wojskowym rygorze ćwiczeń, przygotowań do koncertów i konkursów. Portrety dwóch silnych kobiet, które w czasach PRL-u próbują robić, to co uważają za najsłuszniejsze. 

Gorąco polecam!

Moja ocena: 6/6


Robert Kolker "W ciemnej dolinie. Rodzinna tragedia i tajemnica schizofrenii"

Wydawnictwo Czarne, wrzesień 2021

Robert Kolker napisał niesamowicie interesujący reportaż o rodzinie, w której z dwanaściorga dzieci, sześcioro zachorowało na schizofrenię. "Po zaledwie kilku chwilach pobytu w domu przy Hidden Valley Road uświadomiła sobie, że znalazła doskonały przypadek. W całej Ameryce nie było chyba drugiej rodziny tak bardzo obciążonej chorobami psychicznymi". 



Autor prezentuje historię leczenia tej choroby i zmiany jakie w procesie traktowania chorych zaszły przez lata.  Najbardziej wytrwali i nieustępliwi naukowcy już od wielu lat próbują ustalić, w jaki sposób choroba jest dziedziczona, jakie geny za to odpowiadają. W większości przypadków ich praca możliwa jest tylko dzięki osobistej pasji. Pieniądze na badania pojawiają się nagle by wkrótce równie nagle zniknąć, przerywając badania. 

"Niepodobna oszacować prawdopodobieństwo pojawienia się takiej rodziny jak Galwinowie. Naukowcom nie udało się odkryć ścisłych reguł rządzących dziedziczeniem schizofrenii. Choroba pozostaje nieuchwytna niczym cienie tańczące na ścianie jaskini. Od ponad stu lat badacze zdawali sobie sprawę, że najważniejsze czynniki ryzyka mają charakter dziedziczny, ale paradoksalanie schizofrenia nie przechodzi bezpośrednio z rodzica na dziecko. Psychiatrzy, neurobiolodzy i genetycy wierzyli, że gdzieś musi się kryć klucz do rozwiązania zagadki, lecz nigdy go nie odnaleźli. A potem pojawili się Galvinowie: wyjątkowo duża grupa spokrewnionych osób ze schizofrenią. Rodzina ta pomogła badaczom zdobyć nową wiedzę na temat genetycznych podstaw choroby. Żaden naukowiec nie miał wcześniej do czynienia z sześcioma rodzonymi braćmi cierpiącymi na schizofrenię, z sześcioma pacjentami, którzy otrzymali geny od tych samych rodziców".

Niestety nauka jest wciąż daleka od jakiegokolwiek przełomu. Naukowcy wiedzą, że nie ma jednej schizofrenii, a raczej należy mówić o spektrum. Wciąż aktualne pozostaje pytanie czy gdyby dzieci miały lepsze warunki rozwoju, wsparcie psychiatryczne  i psychologiczne, zamiast elektrowstrząsów i faszerowania lekami, mogłyby zostać uratowane, albo przynajmniej przeżywać swoje życie pełniej. Historia samej rodziny jest również bardzo smutna i bolesna. Oprócz choroby, która dotknęła aż sześcioro dzieci, uwagę zwraca też brak komepetencji rodziców. Sprowadzanie na świat kolejnych dzieci, podczas gdy już tym żyjącym nie jest się w stanie zapewnić opieki, jest co najmniej niezrozumiałe. Nie mówiąc już o tym, że tym najmłodszym rodzice nie gwarantowali nawet bezpieczeństwa. Trójka dzieci była ofiarami przemocy seksualnej jednego ze starszych braci. 

Bardzo wciągająca lektura. 

Gorąco polecam!!!

Moja ocena: 6/6

czwartek, 23 czerwca 2022

Paulina Młynarska "Okrutna jak Polka"

Prószyński Media, maj 2022



Zbiór felietonów Pauliny Młynarskiej do obowiązkowego przeczytania przez każdego. Myślę, że większość z nas, ma w sobie trochę dziaderstwa, które ciągle czeka, żeby się go pozbyć. Można czytać grube naukowe tomy o patriarchacie, feminizmie itd. I super! Oczywiście warto. Ale jeżeli chcemy drogi na skróty, to z pomocą przychodzi Paulina Młynarska. Porażające celnością komentarze, błyskotliwe puenty, trafiają do nas od razu i dosadnie. Nieraz przy czytaniu się zaczerwieniłam: "o kurczę, ja też tak robię, a przecież to jest okropne." Często chcemy dobrze, nie mamy złych intencji, jesteśmy faszerowane od pokoleń "wiedzeniem lepiej", "nieproszonym doradzaniem", "ocenianiem wszystkiego i wszystkich". Jeżeli lektura "Okrutnej jak Polka" nie zmieni w nas tego,  to już mało nadziei pozostaje, że cokolwiek na nas wpłynie. Polecam też śledzenie profilu Autorki na Facebooku. Codzienne przypominanie o tym, że nieustannie trzeba pracować nad wyplenieniem dziaderstwa z siebie. 


Gorąco polecam!

Moja ocena: 6/6


piątek, 3 czerwca 2022

Agata Romaniuk "Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu"

Agata Romaniuk "Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu" 

Wydawnictwo Poznańskie, maj 2019




Opowieści kobiet z Omanu, jak sama Autorka zaznacza w formie subiektywnej, wybiórczej i absolutnie nieprzekrojowej, bez żadnych ambicji do prezentacji wszystkich punktów widzenia i szerokiej gamy doświadczeń. Historie z kraju, gdzie o wyborze męża decyduje rodzina, seks, a właściwie wszystkie przedmałżeńskie kontakty damsko-męskie są zakazane, a prawa kobiet są mocno ograniczone. Po takim wstępnie, pierwsze skojarzenie jakie się pojawia to mniej więcej coś w stylu: tragedia, koszmar, katastrofa. 

Tymczasem Agata Romaniuk zaprasza nas do zobaczenia omańskich małżeństw nie tylko od strony uproszczenia: aranżowane równa się niechciane i w całości złe. Autorka odkręca stereotypowy obraz wielożeństwa, posagu i wyboru partnera przez rodzinę. Nie brakuje oczywiście historii tragicznych, do jakich najbardziej jesteśmy przyzwyczajeni. Natomiast pokazanie, że małżeństwo aranżowane, kontrakt małżeński, czy bycie drugą żoną nie zawsze jest najgorszą z możliwych do wyboru dróg, jest bardzo cenne. 

Podoba mi się świat szarości u Agaty Romaniuk. Nie wszystko jest zawsze albo czarne, albo białe. Czasami jest po prostu szare. 


Gorąco polecam!

Moja ocena: 6/6

"[...] 

- A Wasze małżeństwo jest aranżowane czy z miłości?

- Z miłości i... - mówię, ale Salika mi przerywa. 

[...]

- Moje małżeństwo zaaranżował ojciec. Wybraliśmy Jasira, bo pochodzi z dobrej rodziny. Jest wysoki i barczysty, dobrze zarabia, pracuje w PDO, firmie naftowej, więc sama rozumiesz. A ty czym się kierowałaś? Czy twoi bracia sprawdzili jego rodzinę? Jakiej wysokości masz mahr? Ile biżuterii dostałaś?

Nic nie mówię, a ona ciągnie dalej: 

No tak. Z miłości. To współczuję. Jak miłość się skończy, zostaniesz z niczym - mówi na odchodnym. Nie zdążam zaprzeczyć. 

Dziewięć lat później przekonam się, że miała rację".



poniedziałek, 23 maja 2022

Meg Mason "Smutek i rozkosz"

 Meg Mason "Smutek i rozkosz", Znak Literanova, kwiecień 2022


Historia Marty, czterdziestoletniej kobiety, która od wielu lat cierpi na niezdiagnozowaną chorobę psychiczną. Od nastoletniego wieku regularnie odwiedza różnych lekarzy, którzy nieskutecznie starają się określić, co jej właściwie dolega. Aby w miarę normalnie żyć, przyjmuje wiele różnych lekarstw, często według własnego uznania. Powieść, która mimo gorzkiego posmaku, niesie ze sobą też sporą dawkę optymizmu. Nie spodziewajmy się jednak żadnego pogłębionego obrazu, ani choroby psychicznej głównej bohaterki, ani relacji panujących w rodzinie. Dobra, ciekawa powieść do szybkiego przeczytania z kilkoma interesującymi wątkami, ale to nie jest na pewno coś, co zostanie w pamięci na dłużej. 

Moja ocena: 3/6

wtorek, 17 maja 2022

Sara Gay Forden "Dom Gucci. Potęga mody, szaleństwo pieniędzy, gorycz upadku."

Wydawnictwo Marginesy, maj 2021 


Do historii marki i rodziny Guccich skierował mnie film "House of Gucci", który koniecznie chciałam obejrzeć, ze względu na główną rolę uwielbianego przez mnie Adama Drivera (grającego Maurizio Gucciego). Skoro więc film, to dlaczego nie wcześniej inspirująca go książka? To był zdecydowanie słuszny wybór jeśli chodzi o kolejność. Chociaż Adam Driver gra rewelacyjnie, Lady Gaga w roli jego żony Patrizii Reggiani też jest świetna, film jest tylko marną namiastką bogatej zawartości książki. Skupia się głównie na osobie Maurizia i jego chorobliwie ambitnej żony oraz wpływu jaki te dwie osoby wywarły na markę. Pomija z konieczności innych barwnych członków sławnej rodzinny, nie wspominając o całej masie ważnych z punktu widzenia historii szczegółów. 








Na prawie pięciuset stronach, Autorka przedstawia nam jak obecnie jedna z najpotężniejszych i najwartościowszych marek świata, rozpoczynała swoją działalność jako producent skórzanych walizek i siodeł. Jak mała lokalna, włoska firma rozrosła się w światową potęgę. Długo firmą zarządzali męscy (wyłącznie) członkowie rodziny z iście włoskim rozmachemi mentalnością. Rodzinne kłótnie, walka o władzę, unikanie płacenia podatków, morderstwo. Ale to nie tylko historia rodziny, "Dom Gucci" to także, a może przede wszystkim, super ciekawa opowieść o rodzącym się rynku towarów luksusowych i powstających imperiach modowych, fantastyczny wgląd w świat autorskich kolekcji, ekstrawaganckich pokazów,  młodych, nieznanych wtedy projektantów. Osobnym tematem jest zarządzanie tą rosnącą gwałtownie, chaotycznie i nieoczekiwanie organizacją. Śledzimy kolejne decyzje kadry managerskiej, widzimy wkraczające do akcji fundusze inwestycyjne i walkę z wrogimi przejęciami. Pojawia się wiele ciekawych nazwisk ze świata wysokiego szczebla managementu oraz mody (np. przedsiębiorca Domenico De Sole i projektant Tom Form). Całość stanowi naprawdę fascynującą opowieść o rodziniei stworzonej przez nią potędze, która już dzisiaj nikogo z klanu Guccich nie zatrudnia. 


Moja ocena: 5.5/6


poniedziałek, 9 maja 2022

David Vann "Komodo"

 David Vann "Komodo" , Wydawnictwo Pauza, styczeń 2022


Kolejna powieść, która przyciągnęła mnie opisem rodziny (tutaj mama, i brat z siostrą), spotykającej się razem po latach,  w idealnych warunkach do cudownego urlopu (indonezyjska wyspa). Założenie jest proste: życie nie zawsze układa się tak jak chcemy, ale teraz mamy trochę wolnego czasu i dobre intencje, pojedźmy w ładne miejsce, będzie wspaniale. Przepis na sielankę gotowy! Tymczasem nie do końca sielankowa rodzinna przeszłość powraca i nie daje o sobie zapomnieć, nawet mimo najlepszych chęci. Jeżeli do tego dołożymy doświadczenia bohaterów z obecnego życia: niezrozumienie przez siostrę wyborów dokonywanych przez brata (np. decyzja o rozwodzie czy o wyjeździe na wyspę i zajmowanie się nurkowaniem) oraz jej własne frustracje (zmęczenie wychowywaniem bliźniaków, częsta nieobecność męża), to dostaniemy mieszankę wybuchową, przy której żadne cudowne miejsce nie zapewni spokoju i miłej atmosfery. Powieść z wieloma pozytywnymi i entuzjastycznymi recenzjami, mnie nie tyle co rozczarowała, to byłoby za duże słowo, ale znudziła. Główna bohaterka jest tak irytująca, i tak często się "czepia" wszystkich wokół, że naprawdę nie sposób jej okazać zrozumienia, mimo najszczerszych chęci. Wątki są tak skonstruowane, jakby autor założył, co chce nam przekazać i nie był pewien czy na pewno to robi, więc na wszelki wypadek nieustannie, łopatologicznie powtarza ustami głównej bohaterki - matki pięcioletnich bliźniaków. Przeczytałam, dobrnęłam do końca i tyle. 

Moja ocena: 3/6

Nina Waha "Testament"

Trochę czasu minęło od mojego ostaniego wpisu. Niestety, często nie da się zrobić wszystkiego. W obliczu MBA i nawału regularnej pracy, blog musiał pójść trochę w odstawkę. Tymczasem jednak nadeszła letnia przerwa w studiach i jest szansa, że kilka wpisów się pojawi. 


Nina Waha "Testament", Wydawnictwo Poznańskie, styczeń 2022

Skomplikowane historie rodzinne, zwłaszcza w rodzinie z dwunastką dzieci, brzmią dla mnie zawsze bardzo zachęcająco. Zapowiada się dużo warstw, układów i rozgrywek między rodzeństwem, niewypowiedzianych pretensji i wzajemnych oskarżeń. Właśnie dlatego sięgnęłam po "Testament".


Zbliżające się święta, są okazją do powrotu do domu, dla dorosłych dzieci i dla całej rodziny do spędzenia tego światecznego czasu razem. Od samego początku możemy przypuszczać, że nie będzie to sielanka. Natychmiast ujawnia się despotyczny charakter głowy rodziny, czyli ojca, i bezradność matki, próbującej to wszystko trzymać razem. Przyglądanie się z bliska kolejnym dzieciom i ich historiom wyjawia skrupulatnie ukrywane tragedie, jakich przez lata doświadczały, żyjąc pod jednym dachem z oprawcą.  

Podzielałam ogólne zachwyty nad tą powieścią mniej więcej przez jedną czwartą, potem zaczęło się robić powierzchwnie, historia straciła na autentyczności, wątki zaczęły wydawać się mocno naciągane. Ale najgorsze ze wszystkiego, że po prostu zrobiło się starsznie nudno. Trudno było dobrnąć do końca.


Moja ocena: 3/6

wtorek, 1 lutego 2022

Ewa Winnicka "Greenpoint. Kroniki Małej Polski"

Autorka: Ewa Winnicka 

Tytuł: "Greenpoint. Kroniki Małej Polski"

Wydawnictwo Czarne, czerwiec 2021

"Greenpoint. Kroniki Małej Polski" , czyli historia nowojorskiego Greenpointu - części Brooklynu i opowieści o Polakach, którzy przybywali tutaj już w XVII wieku. Kolejne pokolenia napędzane tym samym amerykańskim snem oraz marzeniami o lepszej przyszłości, bardzo często za cenę wyczerpującej, ponad siły pracy, nieludzkich warunków zamieszkania, "legalności istnienia". To było dla mnie w tym reportażu wstrząsające, jak wiele osób decydowało i decyduje się nadal na pozostanie w Stanach bez prawa do legalnego pobytu, skazując się na nieustanny strach i brak jakiegokolwiek zabezpiecznia na przyszłość. Historie wspaniałej ludzkiej solidarności, ale też pazerności i żerowania na słabszych, będących w potrzebie rodakach. 

Ewa Winnicka po raz kolejny pokazuje swój niezwykły reporteski kunszt: umiejętność dotarcia do drugiego człowieka i wyciągnięcia z niego najbardziej osobistych historii. I co ważne: bez oceniania!!!

Mnie osobiście ciężko się czyta o uprzedzeniach Polaków, którzy przecież sami byli i są w Stanach imigrantami, do innych mniejszości czy kultur. Pierwszą reakcją jest ocena, która u reporterki uniemożliwiłaby pracę i "zablokowała zgłębianie" tematu. 

Ewie Winnickiej udało się z mnóstwa rozmów wyciągnąć i przelać na papier absolutną esencję. Wspaniała lektura: czasami przerażająca, czasami śmieszna, a czasami pozwalająca uwierzyć w ludzkie dobro i bezinteresowność. 

"Od pięciu lat pracuję u takiego Żyda, wdowca, jestem hauskeeper, chociaż oczywiście mam już emeryturę. Znajoma poleciła: nic się nie narobisz, a kasę będziesz mieć. Wchodzę do niego, pranie wrzucę, łóżko zaścielę i szlus, do domu. Nawet kurzy nie ścieram, bo ten idiota tak przyzwyczajony do mnie, że mnie w życiu nie zwolni. Byłam w Polsce, to stary dzwonił: Dżanina, kiedy ty wracasz? Kiedy ty przyjeżdżasz?"

Naszą ambicją było, żeby noga szaych dzieci nigdy nie stanęła za ladą. Nigdy. Dzieci miały iść na studia, których my nie skończyliśmy. Uczyliśmy się od Żydów. Pierwsze pokolenie zarzyna się w sklepie, drugie pokolenie idzie na prawo lub medycynę, trzecie pokolenie zajmuje się filozofią. Dzieci skończyły uniwersystety: w Princeton i na Florydzie. Kiedy będą mialy wnuki, będę je prowadzał do teatru i muzeów. Tam, gdzie sam nie byłem."

"Przyglądamy się tym plemionowm. Społeczność latynoska jest bardziej przystępna. Przeciętny Amerykanin uczy się w szkole o Hiszpanii i Ameryce Południowej, wielu dorastało wśród Latynosów. O Polsce nie wie nic. Plemię polskie trzyma się osobno, jest prawicowe i łączy je coś, co przeżyło dawno temu, prawdopodowbnie komunizm lub jakieś inne nieszczęscia historyczne. Taką mam intuicję. Jest niedostępne, kurczy się i zaraz go nie będzie."


Polecam!

Moja ocena: 5/6



poniedziałek, 10 stycznia 2022

 Wakacyjnie...


Anna Kańtoch "Lato Utraconych", Wydawnictwo Marginesy, czerwiec 2021

Kolejna makabrzcyna zbrodnia, do rozwiązania której zostaje przydzielona komisarz Krystyna Lesińska, znana czytelnikom z "Wiosny zaginionych". Nastoletni chłopiec jest jedyną osobą, której udało się przeżyć napaść na jego pięcioosobową rodzinę. Szybko dowiadujemy się o jego bolesnej przeszłości i całkiem niedawnym powrocie do domu ojca. 

U Anny Kańtoch jak zawsze to co najlepsze: świetny język, zwykli bohaterowie osadzeni w szarej codzienności, podmiejskiej Polski 1999 roku. 

Świetna lektura!



poniedziałek, 27 grudnia 2021

Elizabeth Strout "William"; Lily King "Writers & Lovers"


Autorka: Elizabeth Strout "William"  
Wydawnictwo Wielka Litera, listopad 2021








Lily King "Writers & Lovers"   




W listopadzie miałm wielką przyjemność wziąć udział w spotkaniu z Elizabeth Strout prowadzonym przez Lily King, a organizowanym przez Wellesley books
Autorka opowiadała o swojej nowej książce "William", która przedstawia bliżej sylwetkę byłego mężka Lucy, głównej bohaterki powieści "Mam na imię Lucy". Małżonkowie spotykają się po latach, gdy dzieci z ich wspólnego małżeństwa są już dorosłe, a zarówno drugi mąż Lucy, jak i druga żona Williama nie żyją. Razem wyruszają z Nowego Jorku w rodzine strony Williama, aby poznać historię jego matki i zobaczyć skąd pochodziła i co ją ukształtowało. Trudna i na swój sposób bolesna historia rodzinna, choć jednocześnie wiele wyjaśniająca. 

Elizabeth Strout podkreślała na spotkaniu to, co jest dla niej jako pisarki bardzo ważne: nieustająca ciekawość ludzi, ich historii i przeżyć. Autorka w swoich powieściach opisuje miejsca, które bardzo dobrze zna, czyli Maine, z którego pochodzi i Nowy Jork, w którym mieszka. Ten realizm opisywanych miasteczek i społeczności dodaje jej powieściom głębokiego zakotwiczenia w rzeczywistości, upodabniając jej prozę niemalże do pamiętników. W czasie spotkania z sali padło pytanie, jaki powinien być idealny czytelnik. Według Elizabteh Strout, o ile taki istnieje, to dobrze aby był cierpliwy, ale nie za bardzo, zainteresowany, ale nie za długo. Autorka wspomniała, że podczas pisania towarzyszy jej zamysł nad tym, co utrzyma potencjalnego czytelnika przy książce. Stanowi to dla niej ważną wskazówkę przy tworzeniu. 

Przy okazji spotkania autorskiego z moją ulubioną autorką, poznałam również nową dla mnie pisarkę, "lokalną", pochodzącą z  Massachusetts  Lily King
Póki co przeczytałam jedną z jej książek "Writers & Lovers" i bardzo mi się spodobała. Jest szczególnie ciekawa dla mnie, bo jej akcja rozgrywa się w Cambridge,  Massachusetts. Lepiej się czyta, gdy w tekście rozpoznaje się miejsca, które się zna i widzi na codzień. Główna bohaterka Casey Peabody przyjechała do Cambridge po niespodziewanej śmierci matki. Jej jedynym planem jest napisanie książki, która zostałaby wydana i pozwoliła się utrzymać. Póki to się nie stanie, bohaterka pracuje jako kelnerka w restauracji i próbuje wiązać koniec z końcem, co nie jest łatwe przy jedych z najwyższych w Stanach cenach mieszkań i jedzenia. Podążanie za marzeniem oraz przygody miłosne w literackim świecie przyciągają czytelnika i pozwalają miło spędzić czas przy lekturze "Writers & Lovers". 
Ciepła, rozgrzewająca serce powieść, z wieloma momentami do śmiechu i dosadnym, ciętym językiem. 

Obydwie pozycje gorąco polecam!



sobota, 6 listopada 2021

Liane Moriarty "The Hypnotist's Love Story" "Apples Never Fall"

 


Autorka:  Liane Moriarty 

Tytuł:  "The Hypnotist's Love Story"





 






Autorka:  Liane Moriarty 

Tytuł:  "Apples Never Fall"


Bardzo lubię styl pisania Liane Moriarty i optymizm towrzyszący każdej powieści Autroki. Mimo tego, że poruszane tematy nie należą do błahych. Podoba mi się sposób budowania fabuły: czytelnik na początku dostaje słodki obrazek rodziny, albo pojedyńczego bohatera, by w toku rozwoju akcji przekonać się, że nie wszystko jest tak piękne, jak mogłoby się wydawać. 


W "Apples Never Fall" poznajemy rodzinę Delaney. Joy i Stan mieszkają sami, bo ich czwórka dorosłych dzieci wyprowadziła się już dawno temu. Spędzają życie na emerturze, po tym jak sprzedali prowadzą przez nich wiele lat szkołę tenisa. Joy marzy wnukach, a Stan rozpamętuje byłego ucznia Harrego, obecną gwiazdę kortów tenisowych, który niespodziewanie przed wielu latu opuścił szkołę Delaneyów. Pewnego dnia wieczorem do domu bohaterów puka nieznana dziewczyna i zostaje z nimi na dłużej. Akcja zagęszcza się, gdy Joy Delaney znika bez śladu, a policja zmierza do aresztowania Stana, jako głównego podejrzanego w sprawie. Historia nie mrozi krwi w żyłach. Znając sposób pisania Autorki, można podejrzewać, że wszystko skończy się dobrze. Ale to wcale nie sama sprawa zagnięcia jest najważniejsza. Interesująca jest postawa każdego z dzieci: kto wierzy, że tata jest winny, kto z kim trzyma sztamę, kto o kim ma jakie zdanie. Wśród czwórki rodzeństwa to już mamy różne sojusze i przymierza, co bardzo urozmaica akcję. Wspaniała lektura z przesłaniem, że być może nie zawsze jest dokładnie tak jak checmy, ale to nieważnie, bo i tak jest dobrze!

"The Hypnotist's Love Story" to dla mnie gatunek lekkiej i przyjemnej, ale jednocześnie nie uwłaczającej rozumowi, lektury. Dodam, że po zakończeniu szukałam nawet hipontyzerów w miejscu gdzie mieszkam i oglądałąm ich strony internetowe. Bardzo ciekawe! Główna bohaterka Ellen O'Farrell jest hipontyzerką i prowadzi swój gabinet w odziedziczonym po dziadkach przepięknym domu przy samej plaży. Bardzo chciałaby związać się kimś na dłużej i gdy spotyka Patrica czuje, że ten związek może się udać. Okazuje się, że jednak, że ukochany ma stalkera w postaci byłej dziewczyny. Mało tego Ellen zna tę osobę bardzo dobrze. W miarę rozwoju akcji i docierania do głębszych motywacji poprzedniczki Ellen, zaczynamy obdarzać ją empatią i trochę bardziej rozumieć jej zachowanie. 


Wspaniale spędzony czas z każdą z tych książek.


Gorąco polecam.


Moja ocena: 5/6


wtorek, 28 września 2021

Kazimierz Bem "Amerykańskie milionerki"


Autor: Kazimierz Bem

Tytuł: "Amerykańskie milionerki"

Wydawnictwo Poznańskie, sierpień 2021

Świetna, dowcipna i bardzo interesująca książka historyczna o Amerykankach epoki Gilded Age (1865-1917 w USA) i belle epoque (1870-1914 w Europie). W Nowym Świecie rodziły się i pomnażały zawrotne fortuny, tymczasem w Europie podupadały ogromne majątki arystkoratów. 

Bajecznie bogate młode Amerykanki były świetną partią dla zubożałych angielskich czy fransuckich arystokratów. Przez długie lata postrzegane jako głupie, naiwne i szukające tytułów, doczekały się częściowo należengo im miejsca w historii. "Przez wiele lat na takie związki patrzono z mieszaniną pogardy i seksizmu. W Europie uważano, że Amerykanki były głupie, nieokrzesane i to ich mężowie cierpieli katusze, które tylko trochę mogły im wynagrodzić milionowe posagi. [...] Pierwsze zmiany w psotrzeganiu bogatych Amerykanek nastąpiły w latch osiemdziesiąych i dziewięćdziesiątch XX wieku, gdy ocalałe pałace ich wnuków i prawnuków doczekały się pierwszych remontów. Wielu historyków sztuki zrozumiało, że gdyby nie amerykańskie miliony wpompowane w europejskie pałace i zamki u schyłku XIX wieku, dziś pałace Blenheim, Floors, Breteuil, Marais czy pałac w Żeganiu byłby ruinami, jeśli w ogóle istniały. Powoli zaczęto dostrzegać, jak wiele Amerykanek w tiarach było patronkami artystów takich jak John William Sargent, Philip de Laszlo, Maurice Ravel czy Manuel de Falla." 

Autor w książce przeplata rozdziały ogólnie nakreślające czytelnikowi Gilded Age (Nowy Jork, letnią siedzibę amerykańskich milionerów Newport, przyjęcia,bale, dobroczynność,skandale) z portretami dziesięciu wybranych dziedziczek bajecznych fortun, które wyszły za europejskich arystokratów. 

Każdy ze związków jest inny i niezwykle ciekawy, niestety większość z nich bardzo nieszczęsliwa. Na szczęscie dla Amerykanek, że nie przenosiły całych swoich majątków na mężów. W przypadku rozwodu, albo roztrwonienia przez małżonków wniesionego posagu, ciągle pozostawały zabezpieczone finansowo. 

Co najważniejsze, mimo dużei ilości faktów, historia w "Amerykańskich milionerkach" opowiedziana jest lekko i zabawnie, okraszona dużą ilością anegdot, a czytelnik wybucha co chwilę śmiechem. 

Z opowieści o "Mammie" Stuyvesant Fish (1853-1915) - kobiecie obcesowej i o ciętym języku: 

"Pewnego razu przywitała swoich gości słowami: "Czujcie się jak u siebie w domu - i wierzcie mi, nie ma osoby, która bardziej ode mnie by chciała, byście tam właśnie byli".  Albo do gościa przepraszającego za wcześniejsze wyjście: "Nie przepraszaj i pamietaj, że jeśli o mnie chodzi, żaden z gości nigdy nie wychodzi za wcześnie". 

Moją idolką wśród wszystkich dziesięciu bohaterek jest Anna Gould, Hrabina de Castellane, Księżna Żegańska. "Anna nie była piękna, wręcz przeciwnie  -  niska, z żółtawą niezdrową cerą, wyłupiastymi oczami i nadmiarem włosów na rękach i nogach. Brak urody rekomensowała wykształceniem, żelaznym charakterem i starannie skrywaną inteligencją". Jej przyszy mąż Boni de Castellane "Był rozwiązłym dandysen, którgo oczekiwania co do stopy życia i pozycji nie miały żadnego uzasadnienia w jego wykształceniu czy majątku". Postrzegał Annę wyłącznie przez pryzmat jej posagu, złośliwie się o niej wypowiadał, pragnął zrobić z niej produkt, by potem móc ją zaprezentować światu. Na szczęście Anna już na początku tego przykrego małżeństwa wykazała się zdrowym rozsądkiem i silną wolą. Nie zgodziła się przejść na religię męża - katolicyzm, bo nie byłaby w stanie się nigdy rozwieść. Gdy kilka lat po ślubie miarka się przebrała "Rano 26 stycznia 1906 roku jakgdyby nigdy nic rozmawiała z Bonim podczas śniadania i serdecznie go pożegnała, gdy wyszedł na debatę w Izbie Deputowanych. Kiedy wrócił wieczorem, zastał ciemny i pozbawiony całego wyposażenia pałac. Anna w ciągu czterech godzin spakowała i wywiozła wszystkie meble, zabrała dzieci i odłączyła prąd. [...] Rozwód, o który Anna wniosła natychmiast (pozostanie protestantką okazało się słuszne), oznaczał dla Boniego ruinę: finansową, towarzyską, polityczną i rodzinną."

Boni był prawdziwą kanalią. Zdradzał przyszłą żonę już przed ślubem, nie darzył jej żadnym szacunkiem i nieustannie źle się o niej wypowiadał. "Sędzia orzekający rozwód był tak zniesmaczony postępowaniem Boniego, że wymówił się od odczytania wyroku i zrobił to za niego pisarz sądowy". 

Ale teraz część najlepsza. I z góry uprzedzam, że nie jestem jakąś fanką robienia byłym mężom na złość, ale Boni naprawdę sobie zasłużył. Anna nigdy nie zgodziła się na jego rozwód kościelny, choć jej jako protestance nie robiło to żadnej różnicy. Sama prowadziła szczęśliwe życie z drugim mężem, ale przez 14 lata przy pomocy swoich prawników interweniowała  bardzo skutecznie, nawet u samego papieża, żeby Boni nigdy nie uzyskał rozwodu kościelnego. Gdyby Boni dostrzegł chociaż cząstkę inteligencji i żeleznej woli swojej najrzeczonej, być może nie skończyłby aż tak fatalnie, ale gdy zdał sobie sprawę, że nie poślubił naiwnej, głupiutkiej gąski, było już dla niego zdecydowanie za późno. 

Cała książka jest zbiorem równie fasycnujących historii. 

Gorąco polecam!!!

Moja ocena: 6/6


piątek, 20 sierpnia 2021

Kolejna zbieranina

Kolejna zbieranina jako wyraz zwątpienia w to, że z bieżącą liczbą obowiązków i zajęć dodatkowych, będę jeszcze mieć czas na sensowne pisanie. 

Ale może kiedyś...


Gail Honeyman "Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze"

W Andover, MA jest księgarnia, która przypisuje sobie miano najstarszej niezależnej księgarni w Stanach Zjednoczonych. Odwiedzam tę księgarnię czasami, bo grozi jej updaek w obliczu agresywnej ekspansji Amazona. I właśnie tam na półce "pracownicy księgarni polecają" tafiam na ciekawe pozycje. 

Eleanor z tej powieśći jest osobą bez przyswojonych konwenansów społecznych, co skutkuje min. tym, że mów wprost dokładnie to co w danej chwili myśli, wywołując zdumienie u rozmówców i śmiech u czytelników. Dodatkowo bohaterka używa bardzo specyficznego słownictwa, dalekiego od mowy potocznej i biurowego slangu, przez co ludziom z nią obcującycm wydaje się dosyć dziwnym indywiduum. 

Oczywiście powieść nie jest tylko do śmiechu. Za dzwinymi zachowaniami Eleanor stoi dosyć mroczna przeszłość. Ciepła, mądra i bardzo zabawna książka!


Polecam!














Christie Tate "Group: How One Therapist and a Circle of Strangers Saved My Life"

Mam nadzieję, że ta książka wkrótce ukaże się po polsku. 

Historia najlepsza, bo z gatunku prawdziwych. Christie Tate, amerykańska prawniczka i felietonistka, wyjawia jak wieloletnia terapia grupowa pozwala jej wieść w końcu normalne, stabilne i satysfakcjonujące życie. Książka obfituje w bardzo intymne i bolesne wspomnienia. Opiera się tak, jak cała terapia grupowa bohaterki, na aboslutnej szczerości.

Gorąco polecam!




wtorek, 18 maja 2021

Zbieranina

Pożegnawszy się z wyobrażeniem, że kiedyś jednak uda mi się nadrobić zaległości i zamieścić sensowne recenzje przeczytanych książek, poniżej publikuję tylko listę tego, co się u mnie przewinęło z krótkim komentarzem i oceną. Wciąż jednak pozostaję z silnym postanowieniem, że będę pisać więcej i na bieżąco, zaraz jak tylko skończę lekturę :-) Ehhh :-)

Petra Hammesfahr "Grzesznica" Wydawnictwo Otwarte, styczeń 2018

Na książkę trafiłam, ponieważ ktoś polecił mi serial na Netflixie oparty na tej fabule. Powieść zaczyna się ciekawie: kobieta na plaży rzuca się z nożem na przypadkowego plażowicza. Zostaje uznana za niepoczytalną, ale wraz z rozwojem akcji na jaw wychodzi więcej tragicznych szczegółów z jej życia, które mogły być przyczyną tego zabójstwa. Niezły, aczkolwiek niezbyt powalający thriller. Filmu nie obejrzałam, uznawszy, że lektura to i tak już było za dużo. 

Moja ocena: 4/6












Mira Marcinów "Bezmatek" Wydawnictwo Czarne, kwiecień 2020

Poruszająca proza o utracie matki i relacji z matką. Opis sytuacji, na której nadejście nikt nie potrafi się przygotować. Prawdopodobnie będą jedną z niewielu osób, które nie dołączą do chóru zachwytów nad tą pozycją. Zupełnie do mnie nie trafiła. 













Maggie Nelson "Czerwone fragmenty. Autobiografia procesu" Wydawnictwo Czarne, marzec 2021

Poniżej recenzja z Księgozbiorów, która zachęciła mnie do przeczytania tej książki:

Księgozbiory "Czerwone fragmenty"













Han Kang "Wegetarianka"  Wydawnictwo W.A.B. luty 2021

Bohaterka powieści, która wiedzie spokojne, ustabilizowane i bardzo przeciętne życie pewnego dnia postanawia przestać jeść mięso. Decyzja budzi sprzeciw i niezrozumienie wśród jej najbliższych. Wraz z narastającą liczbą perswazji i ich siłą ze strony rodziców, męża i rodzeństwa, bohaterka coraz bardziej zamyka się w sobie, a czytelnik dowiaduje, że wybór wegetarianizmu to nie tylko decyzja czysto dietetyczna, ale klucz do głębszych problemów z którymi zmaga się bohaterka. 


Moja ocena: 4,5/6












Brit Bennett "Moja znikająca połowa" Agora, październik 2020

Bardzo ciekawa książka, zwłaszcza dla kogoś urodzonego w Polsce, kraju gdzie ludzie o odmiennym od białego kolorze skóry stanowią promil społeczeństwa. Autorka "Mojej znikającej połowy" pokazuje, że świat dzieli się nie tylko na "białych i czarnych", ale także na odcienie brązu ciemniejsze i jaśniejsze. Poprzez rozdzielone losy dwóch bliźniaczek, z których jedna wybiera życie w czarnej społeczności, a druga "staje się biała", Autorka pokazuje jak różne światy i doświadczenia są ich udziałem. 

Moja ocena: 5/6



poniedziałek, 29 marca 2021

Matilda Von Gustavsson "Klub. Seksskandal w komitecie noblowskim"


Autorka: Matilda Von Gustavsson

Tytuł: "Klub. Seksskandal w komitecie noblowskim"

Wydawnictwo Wielka Litera, wrzesień 2020

Zacznę od banału: w molestowaniu seksualnym nie chodzi o sam seks, chodzi o głównie o władzę, która pozwala na wykorzystywanie potencjalnej ofiary oraz manipulowanie nią. Ta książka jest dla mnie szczególnie wstrząsająca, bo burzy moje osobiste przeświadczenie o tym, że istnieją środowiska potężne intelektualnie wolne od tego typu wynaturzeń, zdolne do zdławienia pojawiającego się w jej szeregach syfu w zarodku. Niestety, Autorka "Klubu" rozłożyła mnie i moją naiwność na łopatki, rujnując zupełnie obraz  członków Akademii Szwedzkiej, gremium przyznającego Literacką Nagrodę Nobla. Wyobrażałam sobie, że wybitni pisarze i intelektualiści zasiadający w takiej instytucji, zdolni są do krytycznego myślenia i odpowiedzialnego działania. Tymczasem "Klub" ujawnia, że przez lata przymykali oczy na ostentacyjne molestowanie młodych kobiet, jakiego dopuszczał się Jean-Claude’a Arnaulta - mąż Katariny Frostenson, członkini Akademii. Prostak z Francji bez żadnego wykształcenia, który swoją siłę i wpływy opierał na pozycji żony. Świetnie ubrany, ujmująco czarujący, na którego gładką gadkę nabrało się wiele osób. Stworzył w Sztokholmie klub "Forum" - prężnie działający, ekskluzywny i poważany ośrodek sztuki i literatury. (Jak się okazało już po wybuchu skandalu, ośrodek niezbyt chętny płaceniu zarówno swoim pracownikom, jak i artystom za ich dzieła). 

Po wybuchu akcji #MeToo Matilda Von Gustavsson, dziennikarka Dagens Nyheter, postanowiła zbadać sprawę kilku przebąknięć o nadużyciach seksualnych w szwedzkim świecie literatury. Szybko natrafiła na postać Jean-Claude’a Arnaulta. Przez długi czas zbierała informacje od pokrzywdzonych kobiet, co nie było łatwe, gdyż niewiele z nich decydowało się rozmowy i składanie zeznań. Ciągle bały się Jean-Claude’a Arnaulta, jego władzy i powiązań z Akademią Szwedzką, która decydowała nie tylko o nagrodzie Nobla w literaturze, ale także o stypendiach dla młodych szwedzkich pisarzy i innych nagrodach literackich. Mąż Katariny Frostenson był w stanie zablokować karierę dowolnie wybranej kobiety na zawsze. Katarina Frostenson sama jest dla mnie równie odrażającym monstrum jak jej małżonek. Przyglądała się tyle lat, jak Jean-Claude’a Arnault molestuje, wykorzystuje i upodla kolejne kobiety, prawdopodobnie była źródłem przecieków na temat prac Akademii i absolutnie wypierała gigantyczny problem, nie reagując w żaden sposób.

Śledztwo Autorki zaowocowało publikacją reportażu w Dagens Nyheter, zilustrowanego fotografiami osiemnastu ofiar, które zdecydowały się opowiedzieć o swoich doświadczeniach i traumie. "Klub" jest pogłębioną wersją tej publikacji. Jean-Claude’a Arnaulta w końcu znalazł się w więzieniu, zamknięto "Forum", kilku członków zrezygnowało z pracy w Akademii. W wyniku skandalu w roku 2018 nie przyznano literackiej Nagrody Nobla. 


Polecam!

Moja ocena: 4,5/6

Jeden ze współpracowników Forum mówi: "Dużo myślałem o tym, jak rzadko Jean-Claude napotykał opór. Otaczały go autorytety posiadające zarówno władzę, jak i zdolność sprowadzania go na ziemię. Wciąż otwierały się przed nim nowe drzwi. Jednak gdzieś, z niewielką intensywnością tlił się ogień, prawie zduszony. Aż pewnego dnia w listopadzie dopadł go. Forum trwało i upadało razem z Jean-Claude'em, a upadek ich był bolesny. "


"Arnault opisuje swoją rolę jako strażnika przy wrotach, kiedy ludzie z zewnątrz zbliżają się do branży. Osobiście doprowadził do tego, że duże wydawnictwa odrzuciły paru młodych pisarzy. Zakulisowo współdecyduje o tym, kto otrzyma stypendium od Akademii Szwedzkiej. Jak mantrę powtarza, że jest w stanie zbudować lub zniszczyć czyjąś karierę. W jaki sposób ktoś, kto nie ma żadnej pozycji, ma to podważyć? Jesienią 2017 roku nieustannie rozmyślałam nad jego wpływami. Co tak naprawdę może zrobić i jak blisko siebie leżą nasze światy? Czy faktycznie "zablokowanie" Miry na uczelniach artystycznych było w jego mocy? Uświadomiłam sobie, że odpowiedzi na te pytania nie miały dotychczas większego znaczenia. Niezależnie od tego, czy władza Arnaulta jest prawdziwa, czy wyssana z palca, mogła być użyta do zastraszenia tak, by ofiara zamilkła. Muszę spróbować się dowiedzieć, czy za tym wszystkim kryło się coś jeszcze - jakiś większy układ. Przecież jakiś musiał być".

"Od czasu do czasu znajdowałam w sobie wystarczająco dużo siły,  żeby zażądać zerwania. Wydzwaniał do mnie jak maniak. Mówił, że będę skończona. Wierzyłam mu. Bez dźwięku jego głosu ni potrafiłam w ogóle myśleć". Któregoś dnia byliśmy na wystawnej kolacji u pewnej sławnej osoby ze świata kultury. Wszyscy rozumieli moją rolę, oprócz jednej starszej pary. "Nie widziałam, że Katarina i Jean-Claude mają córkę" - powiedziała kobieta. Wszyscy uznali to za bardzo zabawne. Większość przywykła. Niektórzy mężczyźni przejmowali dziewczęta od Jean-Claude'a. Mawiał o sobie, że jest najlepszą szkołą dla młodych. Wyszukiwał je i "szkolił", po czym odpowiednio przygotowane przekazywał dalej".


"Akcja #Metoo w ostatnich miesiącach odwróciła role. Zawstydzanie od dawna było bronią przeciwko kobietom mówiącym głośno o doświadczeniach przemocy. Ponadto moralizatorskie skupianie się na ich domniemanym rozwiązłym charakterze i braku wiarygodności, na spożywaniu alkoholu i prowadzonym życiu seksualnym. 

W ramach #MeToo lustruje się sprawców. Czytam szwedzkie i zagraniczne artykuły opisujące cechy oskarżonych mężczyzn i ich ewentualne uzależnienia. 

Najbardziej przerażające są teksty o ich seksualnych preferencjach, które uznaje się za obrzydliwe albo śmieszne. Teksty, w których myli się przemoc z prywatnymi preferencjami i upodobaniami człowieka.

Kiedyś wstyd był przypisany kobietom - które znosiły go w milczeniu - dziś zaczyna dotyczyć mężczyzn, i to budzi emocje.

Ten wywrócony do góry nogami porządek może sprawiać wrażenie cudownej zemsty, ale zawstydzanie pojedynczej osoby przez grupę jest niebezpieczne. We wstydzie nie chodzi o coś, co się zrobiło, ale o to, kim się jest, a instynktowna reakcja, jaka najczęściej się pojawia, to chęć zapadnięcia się pod ziemię".


poniedziałek, 1 marca 2021

Jessica Bruder "Nomadland. W drodze za pracą"


 Autorka: Jessica Bruder

Tytuł: "Nomadland. W drodze za pracą"

Wydawnictwo Czarne, listopad 2020

Audiobook czytany przez: Karen White 

Stany Zjednoczone - najpotężniejsze państwo na świecie. Dla wielu emigrantów raj na Ziemi i miejsce potencjalnego, niekończącego się szczęścia. To wszystko się mniej więcej zgadza. Pod wszakże jednym ważnym warunkiem: trzeba mieć pieniądze. Jakość życia w Stanach Zjednoczonych jest bezpośrednią pochodną zarobków. Wiadomo, z reguły żyje się lepiej, gdy nie trzeba sobie nadmiernie zaprzątać głowy sprawami materialnymi, ale w USA jest to szczególnie widoczne. Zaczynając od adresu, który decyduje o tym czy dziecko będzie chodzić do przyzwoitej szkoły, a na ubezpieczeniu medycznym kończąc, którego się nie ma wykonując słabo płatne prace albo nie pracując w ogóle. 

Chodząc na długie spacery i słuchając "Nomadland" zdałam sobie sprawę, że czuję niepokój. Coś bardzo złowieszczego przedzierało się do mnie z tego reportażu i uświadomiłam sobie, że chodzi o fakt, że w Stanach Zjednoczonych tak naprawdę, dosłownie z dnia na dzień przy drobnym powinięciu nogi można wszystko stracić i wylądować na bruku. Jessica Bruder poświęciła lata na zbieranie materiałów, żeby ostatecznie opisać życie ludzi zmuszonych do opuszczenia swoich domów i zamieszkania w kamperach. To co budziło mój niepokój to bohaterowie, którzy całe życie pracowali i uczciwie zarabiali na swoją emeryturę i wygodne życie na niej. Nie doczekali tego, bo w międzyczasie przydarzył im się kosztowny rozwód, pękła bańka kredytów hipotecznych w 2008, zjadając ich oszczędności, zamknięto fabrykę, w której pracowało całe miasto albo po prostu nie zaoszczędzili wystarczająco, a ich miesięczne wpływy z Social Security nie są w stanie zapewnić przetrwania. Słuchanie "Nomadland" nie pozwala na pocieszenie siebie samego: ok, ja wszystko robię dobrze, pracuję uczciwie, mnie to nie spotka. Paradoks w najpotężniejszym państwie świata polega na tym, że niedoczekanie spokojnego życia na emeryturze może spotkać każdego. Jessica Bruder w swoim reportażu uświadamia nam to bardzo mocno. 

Autorka poświęciła bardzo wiele czasu, aby rzeczywiście zaprzyjaźnić się ze swoimi bohaterami, wejść w ich położenie, przebić się przez ich obowiązkowy optymizm, który pozwala im przetrwać dzień za dniem, aby zrozumieć bolączki i wyzwania, którym muszą sprostać w każdej godzinie, a są to min.: parkowanie na noc czy utrzymanie higieny osobistej. Ludzie mieszkający na stałe w kamperach to nie są turyści na wakacyjnych wypadach do parków narodowych w Utah czy Nevadzie, którzy przyjeżdżają na miejsca postojowe wypożyczonymi kamperami z łazienkami i pełnym wyposażeniem, a na kempingach mają podłączenie do prądu, ścieków i dostęp do zadbanych pralni i łazienek. Taka opcja jest dla nich po prostu za droga. Ludzie skazani na vany nocują na ternach parków narodowym przez czas jaki jest to bezpłatnie dozwolone (z reguły nie dłużej niż dwa tygodnie) albo np. na parkingach pod sklepami Walmart (jest nawet aplikacja, która pokazuje, które supermarkety sieci wyrażają na to zgodę). Ciągle są niepokojeni przez policję, a gdy pojawią się w jakiejś zamieszkanej dzielnicy z reguły szybko miejscowi donoszą o ich obecności lokalnemu szeryfowi. Strona vanlife podaje, w jaki sposób mieszkańcy kamperów biorą kąpiel/utrzymują higienę osobistą - tylko 20% z nich korzysta z udogodnień na kempingach. Inne możliwości to: kluby fitness (wiele osób ma członkostwo w sieciach, które mają swoje lokalizacje na terenie całych Stanów. Aczkolwiek w dobie pandemii COVID-19 ta możliwość została im odebrana, ponieważ co prawda kluby sportowe działają - można korzystać ze sprzętu, natomiast nie działają prysznice.), stacje benzynowe, prysznice w kamperach, chusteczki nawilżane dla dzieci, plaże i inne. 

Reportaż śledzi losy Lindy May, która zdecydowała się zamieszkać w vanie, po tym jak rodzina jej córki musiała zamienić swoje lokum na mniejsze i Linda nie chciała ich dłużej obciążać.

Film z kolei skupia się na postaci Fern (Frances McDormand), która pracowała w fabryce gipsu w miejscowości Empire w stanie Nevada dopóki zarząd firmy nie ogłosił zamknięcia. Ludzie tam zatrudnieni z dnia na dzień stracili wszystko: przede wszystkim pracę, ale także mieszkanie i przyjaciół. Pracownicy mieszkali bowiem w domach, których właścicielem była firma. Wszyscy dostali na czas na wyprowadzenie się, a kod pocztowy tego miejsca przestał istnieć. 


Zjawisko przenoszenia się ludzi do kamperów z powodu sytuacji ekonomicznej napawa niepokojem. Takich osób jest coraz więcej. Wykonują oni najgorzej opłacane, z reguły bardzo ciężkie prace np. : sezonowe zbieranie plonów (truskawki, buraki cukrowe, jabłka, dynie); obsługa kampingów w parkach narodowych (mycie łazienek, wywóz śmieci, rejestracja gości itp.), obsługa parków rozrywki dla dzieci, no i oczywiście pakowanie towaru w magazynach Amazona. 

Amazon fatalną sytuacją życiową tych ludzi rozwiązuje sobie problem sezonowego zatrudnienia. Potentat sprzedaży wysyłkowej co roku rekrutuje tysiące osób spośród mieszkańców kamperów do pracy w magazynach Amazona przy realizacji zamówień na Święta Bożego Narodzenia. Firma zrobiła z tego cały odrębny projekt: Amazon CamperForce. Ludzie są potrzebni do pracy w gigantycznych centrach wysyłkowych firmy na terenie Stanów Zjednoczonych. Amazon ma swoje stanowiska z ofertami pracy we wszystkich miejscach: festiwalach, targach, gdzie gromadzą się ludzie na stałe mieszkający w vanach. Firma szuka takich pracowników, bo nie musi im oferować dodatkowych benefitów ani zabezpieczenia. Starsi, zdesperowani ludzie są także bardzo odpowiedzialni i zależy im na pracy. 

Społeczność ludzi mieszkających w kamperach jest bardzo ze sobą zżyta - wiedzą, że spotkają się "w drodze" wcześniej czy później. Rozumieją też swoją sytuację i bolączki, dzielą się doświadczeniami. Jednym z guru tej społeczności jest Bob Wells, który po trudnym i kosztownym rozwodzie znalazł się na bruku, a potem założył blog Cheap RV Living, gdzie doradza jak praktycznie i tanio żyć w kamperze. 


Gorąco polecam i książkę i film. 

Mimo wielu wzruszających i dobrych momentów jakich doświadczają bohaterowie, trudno przejść obojętnie obok tego czającego się gdzieś za kołnierzem smutku i niepokojących myśli, które wszystkim im towarzyszą: ile jeszcze dam radę tak pracować i żyć, co się stanie kiedy zachoruję, co się stanie, gdy przyjdzie czas na śmierć. 

Bardzo ważny i poruszający reportaż. 


Moja ocena: 6/6


Poza tym polecam artykuły:

The End of Retirement

Meet the CamperForce, AmaAmazon's Nomadic Retiree Army