sobota, 1 kwietnia 2017

Elena Ferrante „Genialna przyjaciółka”, „Historia nowego nazwiska”, „Historia ucieczki”, „Historia zaginionej dziewczynki”

Autor: Elena Ferrante
Tytuł: „Genialna przyjaciółka”
Wydawnictwo Sonia Draga, czerwiec 2014

Tytuł: „Historia nowego nazwiska”
Wydawnictwo Sonia Draga, marzec 2015


Tytuł: „Historia ucieczki”

Wydawnictwo Sonia Draga, styczeń 2016



Tytuł: „Historia zaginionej dziewczynki”
Wydawnictwo Sonia Draga, maj 2016

Kupić z ciekawości pierwszy tom, rozpocząć czytanie, wkurzyć się sto razy, znudzić się kolejne sto, oburzyć, że ktokolwiek śmie porównywać Elenę Ferrante do Karla Ove Knausgaarda, porzucić w połowie, powrócić niechętnie po namowach Oli, przebrnąć przez nudy, i dać się uwieść absolutnie i w 100%. Tak mniej więcej wyglądała moja czytelnicza przygoda z cyklem o dwóch przyjaciółkach z Neapolu autorstwa kogoś, kto ukrywa się za pseudonimem Elena Ferrante i jest jedną/jednym z najbardziej popularnych włoskich pisarek/pisarzy współczesnych. Żeby jednak zanurzyć się w tej prozie, trzeba pokonać te pierwsze strony, które były straszliwie nudne, a mnie osobiście dodatkowo okrutnie irytowała jedna z bohaterek (zresztą ta irytacja trwała do końca czwartego tomu, z tymże potem lektura dostarczyła innych, ciekawszych wrażeń, więc można było irytację zepchnąć w odchłań zpomnienia). Ale naprawdę warto. W większości recenzji nacisk położony jest głównie na przyjaźń między Eleną a Lillą, trwającą od dzieciństwa do starości, kiedy to Lilla realizuje swoje odwieczne marzenie i znika bez śladu, a Elena toczy z nią ostatnią walkę i „próbuje nie dopuścić do tego zniknięcia”, pisząc powieść o ich życiu. Ja zamiast określenia „opowieść o przyjaźni” napisałabym „opowieść o wzajemnym, chorym przywiązaniu, nienawiści, wykorzystywaniu, rywalizacji na każdym polu oraz o rzadkich chwilach wytchnienia od tego i obopólnego zrozumienia i wspierania się”. Jakkolwiek to nazwać relacja między dwiema bohaterkami jest przyczynkiem do zanurzenia czytelnika w świat powojennych Włoch, a konkretnie Neapolu. Lillia i Elena dorastały w biedzie, w środowisku prostych ludzi, gdzie przemoc, chamstwo i walka o byt to codzienność, a edukacja postrzegana była jako mało przydatny zapełniacz czasu dzieci, które z powodzeniem mogłyby go wykorzystać na coś bardziej pożytecznego. Od najwcześniejszych lat obydwie dziewczynki wyróżniały się nieprzeciętną inteligencją i wyobraźnią, marzyły o wyrwaniu się ze świata swojego dzieciństwa, a potem wybrały zupełnie różne drogi, do realizacji tego celu. W realich, gdzie pochodzenie, klasa społeczna i pieniądze decydują o wszystkim, bohaterki próbują przekroczyć niemożliwe bariery i przejść na inny poziom. Dla mnie jednym z najbardziej „wstrząsających” momentów powieści był, ten kiedy Elena już jako nastolatka, zaczyna rozumieć, niezruzmiane dla niej wcześniej określenie „plebs” i uświadamia sobie, że plebs to ona, jej rodzina, przyjaciele, sąsiedzi z dzielnicy...
Przy okazji śledzenia losów Lilli i Eleny myślałam też o tym, jak wiele w życiu nie zależy od nas. Jak wiele zawdzięczamy innym, dobrej sytuacji, fartowi. Oczywiście wiadomo, że „szczęscie sprzyja lepszemu, ściany grają z gospodarzem [to jeszcze z czasów siatkówki powiedzenie] itd.” Ci, którym się udało, lubią podkreślać, że wstawali wcześniej, dużo pracowali, sporo poświęcili. I ja się z tym zgadzam i pewnie tak to się odbywa. Ale jest też sporo czynników, które akurat wystąpiły we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Jedna z bohaterek bardzo wiele zawdzięcza swojej nauczycielce, która wymuszała na rodzicach dalsze posyłanie dziewczynki do szkoły i załatwiała jej książki, za które matka nigdy by nie zapłaciła. Spotkanie odpowiednich osób w odpowiednim czasie też ma znaczenie.
Powieść Eleny Ferrante to również historia o aspiracjach do świata inteligencji i trudna walka by się tam dostać. Walka w zasadzie nigdy się nie kończąca: bo czy można w życiu stanąć na równi z tymi, którzy są inteligencją od wielu pokoleń? Czy można „nadrobić zaległości” wobec „dobrze urodzonych” rówieśników dla których niektóre rzeczy (np. ambitne rozmowy przy stole, spokojna dyskusja, nawet przy wyrażaniu różnych opinii, podróże, galerie, teatr czy chociażby maniery przy stole i codzienne mycie zębów) są tak oczywiste jak oddychanie i nie stanowią mozolnie nabytego nowego stylu bycia? Elena mimo wszystkich swoich osiągnięć przez wiele lat czuła się w środku małą, nieokrzesaną, niewykształconą dziewczynką z przedmieść Neapolu, bojącą się, że ktoś boleśnie obnaży jej pochodzenie i prostactwo.  I nieraz usłyszała z pogardą, że jest „świeżą inteligencją”. Ta książka to również obraz włoskiego społeczeństwa z dominującą rolą mężczyzn, podporządkowaniem się kobiet, głębokim przywiązaniem do rodziny i odpowiedzialności za nią. Lata, w których rozgrywa się akcja, odzwierciedlają przemiany zachodzące w obyczajowości włoskiej – rozwód nie jest już końcem świata, można nie ochrzcić dziecka i ciągle być porządnym człowiekiem, można nie wziąć ślubu w kościele i żyć przyzwoicie. Ciekawe jest dorastanie bohaterki do feminizmu. Gdy piszę te słowa, nie dotarłam jeszcze do końca ostatniej czwartej części i zastanawiam się tutaj właśnie w tym momencie czy Elena będzie potrafiła jasno zaświadczyć swoim życiem o ideach, które wyznaje, bo póki co w kwestiach damsko – męskich pomiędzy jej feministycznymi deklaracjami a realnym życiem zachodzi lekki rozdźwięk.
Tak, książka Eleny Ferrante to również opowieść o wielkiej miłości.
Fantastyczna, wielowątkowa narracja z ciekawymi zwrotami akcji, pełnokrwistymi bohaterami, barwnym językiem... tak, wciągnęła mnie maksymalnie. I teraz jestem w stadium rozdarcia zachłannego czytelnika: chciałabym już się dowiedzieć, co będzie na końcu, ale jednocześnie szkoda kończyć książkę... ehhh.

No i cóż...skończyłam... :-(

Gorąco polecam!


Moja ocena: 5.5/6 („tylko” 5.5 bo jednak ten początek naprawdę był męczący).


PS. Zupełnie mnie nie kręci, że Autor/Autorka  ukrywa się pod pseudonimem i pozostaje w ukryciu – i co z tego się pytam. Ilu pisarzy tak naprawdę znamy głębiej, co o nich wiemy, mimo że nie ukrywają się przed nikim. Nie rozumiem o co cały ten szum i to nadawanie aury tajemniczości... Najważniejsze, że książki się dobrze czyta. Autorce/Autorowi niech się wiedzie jak najlepiej, kimkolwiek jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz