wtorek, 18 maja 2021

Zbieranina

Pożegnawszy się z wyobrażeniem, że kiedyś jednak uda mi się nadrobić zaległości i zamieścić sensowne recenzje przeczytanych książek, poniżej publikuję tylko listę tego, co się u mnie przewinęło z krótkim komentarzem i oceną. Wciąż jednak pozostaję z silnym postanowieniem, że będę pisać więcej i na bieżąco, zaraz jak tylko skończę lekturę :-) Ehhh :-)

Petra Hammesfahr "Grzesznica" Wydawnictwo Otwarte, styczeń 2018

Na książkę trafiłam, ponieważ ktoś polecił mi serial na Netflixie oparty na tej fabule. Powieść zaczyna się ciekawie: kobieta na plaży rzuca się z nożem na przypadkowego plażowicza. Zostaje uznana za niepoczytalną, ale wraz z rozwojem akcji na jaw wychodzi więcej tragicznych szczegółów z jej życia, które mogły być przyczyną tego zabójstwa. Niezły, aczkolwiek niezbyt powalający thriller. Filmu nie obejrzałam, uznawszy, że lektura to i tak już było za dużo. 

Moja ocena: 4/6












Mira Marcinów "Bezmatek" Wydawnictwo Czarne, kwiecień 2020

Poruszająca proza o utracie matki i relacji z matką. Opis sytuacji, na której nadejście nikt nie potrafi się przygotować. Prawdopodobnie będą jedną z niewielu osób, które nie dołączą do chóru zachwytów nad tą pozycją. Zupełnie do mnie nie trafiła. 













Maggie Nelson "Czerwone fragmenty. Autobiografia procesu" Wydawnictwo Czarne, marzec 2021

Poniżej recenzja z Księgozbiorów, która zachęciła mnie do przeczytania tej książki:

Księgozbiory "Czerwone fragmenty"













Han Kang "Wegetarianka"  Wydawnictwo W.A.B. luty 2021

Bohaterka powieści, która wiedzie spokojne, ustabilizowane i bardzo przeciętne życie pewnego dnia postanawia przestać jeść mięso. Decyzja budzi sprzeciw i niezrozumienie wśród jej najbliższych. Wraz z narastającą liczbą perswazji i ich siłą ze strony rodziców, męża i rodzeństwa, bohaterka coraz bardziej zamyka się w sobie, a czytelnik dowiaduje, że wybór wegetarianizmu to nie tylko decyzja czysto dietetyczna, ale klucz do głębszych problemów z którymi zmaga się bohaterka. 


Moja ocena: 4,5/6












Brit Bennett "Moja znikająca połowa" Agora, październik 2020

Bardzo ciekawa książka, zwłaszcza dla kogoś urodzonego w Polsce, kraju gdzie ludzie o odmiennym od białego kolorze skóry stanowią promil społeczeństwa. Autorka "Mojej znikającej połowy" pokazuje, że świat dzieli się nie tylko na "białych i czarnych", ale także na odcienie brązu ciemniejsze i jaśniejsze. Poprzez rozdzielone losy dwóch bliźniaczek, z których jedna wybiera życie w czarnej społeczności, a druga "staje się biała", Autorka pokazuje jak różne światy i doświadczenia są ich udziałem. 

Moja ocena: 5/6



poniedziałek, 29 marca 2021

Matilda Von Gustavsson "Klub. Seksskandal w komitecie noblowskim"


Autorka: Matilda Von Gustavsson

Tytuł: "Klub. Seksskandal w komitecie noblowskim"

Wydawnictwo Wielka Litera, wrzesień 2020

Zacznę od banału: w molestowaniu seksualnym nie chodzi o sam seks, chodzi o głównie o władzę, która pozwala na wykorzystywanie potencjalnej ofiary oraz manipulowanie nią. Ta książka jest dla mnie szczególnie wstrząsająca, bo burzy moje osobiste przeświadczenie o tym, że istnieją środowiska potężne intelektualnie wolne od tego typu wynaturzeń, zdolne do zdławienia pojawiającego się w jej szeregach syfu w zarodku. Niestety, Autorka "Klubu" rozłożyła mnie i moją naiwność na łopatki, rujnując zupełnie obraz  członków Akademii Szwedzkiej, gremium przyznającego Literacką Nagrodę Nobla. Wyobrażałam sobie, że wybitni pisarze i intelektualiści zasiadający w takiej instytucji, zdolni są do krytycznego myślenia i odpowiedzialnego działania. Tymczasem "Klub" ujawnia, że przez lata przymykali oczy na ostentacyjne molestowanie młodych kobiet, jakiego dopuszczał się Jean-Claude’a Arnaulta - mąż Katariny Frostenson, członkini Akademii. Prostak z Francji bez żadnego wykształcenia, który swoją siłę i wpływy opierał na pozycji żony. Świetnie ubrany, ujmująco czarujący, na którego gładką gadkę nabrało się wiele osób. Stworzył w Sztokholmie klub "Forum" - prężnie działający, ekskluzywny i poważany ośrodek sztuki i literatury. (Jak się okazało już po wybuchu skandalu, ośrodek niezbyt chętny płaceniu zarówno swoim pracownikom, jak i artystom za ich dzieła). 

Po wybuchu akcji #MeToo Matilda Von Gustavsson, dziennikarka Dagens Nyheter, postanowiła zbadać sprawę kilku przebąknięć o nadużyciach seksualnych w szwedzkim świecie literatury. Szybko natrafiła na postać Jean-Claude’a Arnaulta. Przez długi czas zbierała informacje od pokrzywdzonych kobiet, co nie było łatwe, gdyż niewiele z nich decydowało się rozmowy i składanie zeznań. Ciągle bały się Jean-Claude’a Arnaulta, jego władzy i powiązań z Akademią Szwedzką, która decydowała nie tylko o nagrodzie Nobla w literaturze, ale także o stypendiach dla młodych szwedzkich pisarzy i innych nagrodach literackich. Mąż Katariny Frostenson był w stanie zablokować karierę dowolnie wybranej kobiety na zawsze. Katarina Frostenson sama jest dla mnie równie odrażającym monstrum jak jej małżonek. Przyglądała się tyle lat, jak Jean-Claude’a Arnault molestuje, wykorzystuje i upodla kolejne kobiety, prawdopodobnie była źródłem przecieków na temat prac Akademii i absolutnie wypierała gigantyczny problem, nie reagując w żaden sposób.

Śledztwo Autorki zaowocowało publikacją reportażu w Dagens Nyheter, zilustrowanego fotografiami osiemnastu ofiar, które zdecydowały się opowiedzieć o swoich doświadczeniach i traumie. "Klub" jest pogłębioną wersją tej publikacji. Jean-Claude’a Arnaulta w końcu znalazł się w więzieniu, zamknięto "Forum", kilku członków zrezygnowało z pracy w Akademii. W wyniku skandalu w roku 2018 nie przyznano literackiej Nagrody Nobla. 


Polecam!

Moja ocena: 4,5/6

Jeden ze współpracowników Forum mówi: "Dużo myślałem o tym, jak rzadko Jean-Claude napotykał opór. Otaczały go autorytety posiadające zarówno władzę, jak i zdolność sprowadzania go na ziemię. Wciąż otwierały się przed nim nowe drzwi. Jednak gdzieś, z niewielką intensywnością tlił się ogień, prawie zduszony. Aż pewnego dnia w listopadzie dopadł go. Forum trwało i upadało razem z Jean-Claude'em, a upadek ich był bolesny. "


"Arnault opisuje swoją rolę jako strażnika przy wrotach, kiedy ludzie z zewnątrz zbliżają się do branży. Osobiście doprowadził do tego, że duże wydawnictwa odrzuciły paru młodych pisarzy. Zakulisowo współdecyduje o tym, kto otrzyma stypendium od Akademii Szwedzkiej. Jak mantrę powtarza, że jest w stanie zbudować lub zniszczyć czyjąś karierę. W jaki sposób ktoś, kto nie ma żadnej pozycji, ma to podważyć? Jesienią 2017 roku nieustannie rozmyślałam nad jego wpływami. Co tak naprawdę może zrobić i jak blisko siebie leżą nasze światy? Czy faktycznie "zablokowanie" Miry na uczelniach artystycznych było w jego mocy? Uświadomiłam sobie, że odpowiedzi na te pytania nie miały dotychczas większego znaczenia. Niezależnie od tego, czy władza Arnaulta jest prawdziwa, czy wyssana z palca, mogła być użyta do zastraszenia tak, by ofiara zamilkła. Muszę spróbować się dowiedzieć, czy za tym wszystkim kryło się coś jeszcze - jakiś większy układ. Przecież jakiś musiał być".

"Od czasu do czasu znajdowałam w sobie wystarczająco dużo siły,  żeby zażądać zerwania. Wydzwaniał do mnie jak maniak. Mówił, że będę skończona. Wierzyłam mu. Bez dźwięku jego głosu ni potrafiłam w ogóle myśleć". Któregoś dnia byliśmy na wystawnej kolacji u pewnej sławnej osoby ze świata kultury. Wszyscy rozumieli moją rolę, oprócz jednej starszej pary. "Nie widziałam, że Katarina i Jean-Claude mają córkę" - powiedziała kobieta. Wszyscy uznali to za bardzo zabawne. Większość przywykła. Niektórzy mężczyźni przejmowali dziewczęta od Jean-Claude'a. Mawiał o sobie, że jest najlepszą szkołą dla młodych. Wyszukiwał je i "szkolił", po czym odpowiednio przygotowane przekazywał dalej".


"Akcja #Metoo w ostatnich miesiącach odwróciła role. Zawstydzanie od dawna było bronią przeciwko kobietom mówiącym głośno o doświadczeniach przemocy. Ponadto moralizatorskie skupianie się na ich domniemanym rozwiązłym charakterze i braku wiarygodności, na spożywaniu alkoholu i prowadzonym życiu seksualnym. 

W ramach #MeToo lustruje się sprawców. Czytam szwedzkie i zagraniczne artykuły opisujące cechy oskarżonych mężczyzn i ich ewentualne uzależnienia. 

Najbardziej przerażające są teksty o ich seksualnych preferencjach, które uznaje się za obrzydliwe albo śmieszne. Teksty, w których myli się przemoc z prywatnymi preferencjami i upodobaniami człowieka.

Kiedyś wstyd był przypisany kobietom - które znosiły go w milczeniu - dziś zaczyna dotyczyć mężczyzn, i to budzi emocje.

Ten wywrócony do góry nogami porządek może sprawiać wrażenie cudownej zemsty, ale zawstydzanie pojedynczej osoby przez grupę jest niebezpieczne. We wstydzie nie chodzi o coś, co się zrobiło, ale o to, kim się jest, a instynktowna reakcja, jaka najczęściej się pojawia, to chęć zapadnięcia się pod ziemię".


poniedziałek, 1 marca 2021

Jessica Bruder "Nomadland. W drodze za pracą"


 Autorka: Jessica Bruder

Tytuł: "Nomadland. W drodze za pracą"

Wydawnictwo Czarne, listopad 2020

Audiobook czytany przez: Karen White 

Stany Zjednoczone - najpotężniejsze państwo na świecie. Dla wielu emigrantów raj na Ziemi i miejsce potencjalnego, niekończącego się szczęścia. To wszystko się mniej więcej zgadza. Pod wszakże jednym ważnym warunkiem: trzeba mieć pieniądze. Jakość życia w Stanach Zjednoczonych jest bezpośrednią pochodną zarobków. Wiadomo, z reguły żyje się lepiej, gdy nie trzeba sobie nadmiernie zaprzątać głowy sprawami materialnymi, ale w USA jest to szczególnie widoczne. Zaczynając od adresu, który decyduje o tym czy dziecko będzie chodzić do przyzwoitej szkoły, a na ubezpieczeniu medycznym kończąc, którego się nie ma wykonując słabo płatne prace albo nie pracując w ogóle. 

Chodząc na długie spacery i słuchając "Nomadland" zdałam sobie sprawę, że czuję niepokój. Coś bardzo złowieszczego przedzierało się do mnie z tego reportażu i uświadomiłam sobie, że chodzi o fakt, że w Stanach Zjednoczonych tak naprawdę, dosłownie z dnia na dzień przy drobnym powinięciu nogi można wszystko stracić i wylądować na bruku. Jessica Bruder poświęciła lata na zbieranie materiałów, żeby ostatecznie opisać życie ludzi zmuszonych do opuszczenia swoich domów i zamieszkania w kamperach. To co budziło mój niepokój to bohaterowie, którzy całe życie pracowali i uczciwie zarabiali na swoją emeryturę i wygodne życie na niej. Nie doczekali tego, bo w międzyczasie przydarzył im się kosztowny rozwód, pękła bańka kredytów hipotecznych w 2008, zjadając ich oszczędności, zamknięto fabrykę, w której pracowało całe miasto albo po prostu nie zaoszczędzili wystarczająco, a ich miesięczne wpływy z Social Security nie są w stanie zapewnić przetrwania. Słuchanie "Nomadland" nie pozwala na pocieszenie siebie samego: ok, ja wszystko robię dobrze, pracuję uczciwie, mnie to nie spotka. Paradoks w najpotężniejszym państwie świata polega na tym, że niedoczekanie spokojnego życia na emeryturze może spotkać każdego. Jessica Bruder w swoim reportażu uświadamia nam to bardzo mocno. 

Autorka poświęciła bardzo wiele czasu, aby rzeczywiście zaprzyjaźnić się ze swoimi bohaterami, wejść w ich położenie, przebić się przez ich obowiązkowy optymizm, który pozwala im przetrwać dzień za dniem, aby zrozumieć bolączki i wyzwania, którym muszą sprostać w każdej godzinie, a są to min.: parkowanie na noc czy utrzymanie higieny osobistej. Ludzie mieszkający na stałe w kamperach to nie są turyści na wakacyjnych wypadach do parków narodowych w Utah czy Nevadzie, którzy przyjeżdżają na miejsca postojowe wypożyczonymi kamperami z łazienkami i pełnym wyposażeniem, a na kempingach mają podłączenie do prądu, ścieków i dostęp do zadbanych pralni i łazienek. Taka opcja jest dla nich po prostu za droga. Ludzie skazani na vany nocują na ternach parków narodowym przez czas jaki jest to bezpłatnie dozwolone (z reguły nie dłużej niż dwa tygodnie) albo np. na parkingach pod sklepami Walmart (jest nawet aplikacja, która pokazuje, które supermarkety sieci wyrażają na to zgodę). Ciągle są niepokojeni przez policję, a gdy pojawią się w jakiejś zamieszkanej dzielnicy z reguły szybko miejscowi donoszą o ich obecności lokalnemu szeryfowi. Strona vanlife podaje, w jaki sposób mieszkańcy kamperów biorą kąpiel/utrzymują higienę osobistą - tylko 20% z nich korzysta z udogodnień na kempingach. Inne możliwości to: kluby fitness (wiele osób ma członkostwo w sieciach, które mają swoje lokalizacje na terenie całych Stanów. Aczkolwiek w dobie pandemii COVID-19 ta możliwość została im odebrana, ponieważ co prawda kluby sportowe działają - można korzystać ze sprzętu, natomiast nie działają prysznice.), stacje benzynowe, prysznice w kamperach, chusteczki nawilżane dla dzieci, plaże i inne. 

Reportaż śledzi losy Lindy May, która zdecydowała się zamieszkać w vanie, po tym jak rodzina jej córki musiała zamienić swoje lokum na mniejsze i Linda nie chciała ich dłużej obciążać.

Film z kolei skupia się na postaci Fern (Frances McDormand), która pracowała w fabryce gipsu w miejscowości Empire w stanie Nevada dopóki zarząd firmy nie ogłosił zamknięcia. Ludzie tam zatrudnieni z dnia na dzień stracili wszystko: przede wszystkim pracę, ale także mieszkanie i przyjaciół. Pracownicy mieszkali bowiem w domach, których właścicielem była firma. Wszyscy dostali na czas na wyprowadzenie się, a kod pocztowy tego miejsca przestał istnieć. 


Zjawisko przenoszenia się ludzi do kamperów z powodu sytuacji ekonomicznej napawa niepokojem. Takich osób jest coraz więcej. Wykonują oni najgorzej opłacane, z reguły bardzo ciężkie prace np. : sezonowe zbieranie plonów (truskawki, buraki cukrowe, jabłka, dynie); obsługa kampingów w parkach narodowych (mycie łazienek, wywóz śmieci, rejestracja gości itp.), obsługa parków rozrywki dla dzieci, no i oczywiście pakowanie towaru w magazynach Amazona. 

Amazon fatalną sytuacją życiową tych ludzi rozwiązuje sobie problem sezonowego zatrudnienia. Potentat sprzedaży wysyłkowej co roku rekrutuje tysiące osób spośród mieszkańców kamperów do pracy w magazynach Amazona przy realizacji zamówień na Święta Bożego Narodzenia. Firma zrobiła z tego cały odrębny projekt: Amazon CamperForce. Ludzie są potrzebni do pracy w gigantycznych centrach wysyłkowych firmy na terenie Stanów Zjednoczonych. Amazon ma swoje stanowiska z ofertami pracy we wszystkich miejscach: festiwalach, targach, gdzie gromadzą się ludzie na stałe mieszkający w vanach. Firma szuka takich pracowników, bo nie musi im oferować dodatkowych benefitów ani zabezpieczenia. Starsi, zdesperowani ludzie są także bardzo odpowiedzialni i zależy im na pracy. 

Społeczność ludzi mieszkających w kamperach jest bardzo ze sobą zżyta - wiedzą, że spotkają się "w drodze" wcześniej czy później. Rozumieją też swoją sytuację i bolączki, dzielą się doświadczeniami. Jednym z guru tej społeczności jest Bob Wells, który po trudnym i kosztownym rozwodzie znalazł się na bruku, a potem założył blog Cheap RV Living, gdzie doradza jak praktycznie i tanio żyć w kamperze. 


Gorąco polecam i książkę i film. 

Mimo wielu wzruszających i dobrych momentów jakich doświadczają bohaterowie, trudno przejść obojętnie obok tego czającego się gdzieś za kołnierzem smutku i niepokojących myśli, które wszystkim im towarzyszą: ile jeszcze dam radę tak pracować i żyć, co się stanie kiedy zachoruję, co się stanie, gdy przyjdzie czas na śmierć. 

Bardzo ważny i poruszający reportaż. 


Moja ocena: 6/6


Poza tym polecam artykuły:

The End of Retirement

Meet the CamperForce, AmaAmazon's Nomadic Retiree Army

wtorek, 9 lutego 2021

Robert Galbraith "Niespokojna krew"


Autor: Robert Galbraith

Tytuł: "Niespokojna krew" 

Wydawnictwo Dolnośląskie, listopad 2020


Ależ to się dobrze czyta! Moja ulubiona para bohaterów powraca w kolejnej części już jako pełnoprawni wspólnicy w agencji detektywistycznej. Rozwiązane w przeszłości makabryczne zagadki kryminalne napędzają im kolejnych klientów. Agencja zatrudnia teraz już klika dodatkowych osób do współpracy. W "Niespokojnej krwi" Cormoran i Robin badają sprawę zaginięcia kobiety sprzed kilkudziesięciu lat. Pierwsza tak stara i mroczna historia w ich karierze. 

Oczywiście mnie bardziej interesuje to, co u bohaterów dzieje się prywatnie. W tej części dotyka ich sporo prywatnych zawirowań. Cormoran dużo czasu spędza u ciężko chorej ciotki, która go wychowywała i zastępowała mu matkę. Robin toczy rozwodowe boje z mężem. Jednocześnie bohaterowie stają się coraz bardziej świadomi swoich uczuć, chociaż ciągle boją się do nich przyznać i unikają wyznań oraz wszelkich zdecydowanych kroków. 

Czytelnicy wiedzą, że Cormoran i Robin są stworzeni dla siebie, ale wygląda na to, że czekamy na kolejną część :-)

Na podstawie serii o przygodach detektywów, powstał też serial. Długo zwlekałam z jego obejrzeniem. W przypadku gdy mam do czynienia z bohaterami, których naprawdę bardzo lubię, boję się, że ich serialowe wizerunki zepsują wyobrażenia, które mam w swojej głowie. Na szczęście tutaj to nie miało miejsca. Tom Burke w roli Cormorana Strika i Holliday Grainger jako jego wspólniczka Robin Ellacott są świetni. 



Gorąco polecam i książkę i serial!

Moja ocena: 5/6




niedziela, 24 stycznia 2021

Brian Deer "Wojna o szczepionki. Jak doktor Wakefield oszukał świat"


Autor: Brian Deer

Tytuł: "Wojna o szczepionki. Jak doktor Wakefield oszukał świat"

Wydawnictwo Poznańskie, wrzesień 2020

Kiedy sięgałam po tę książkę, byłam nastawiona na to, że poznam głównie historię Andrew Wakefielda, nazywanego obecnie ojcem potężnego, rozlewającego się na cały świat ruchu atyszczepionkowego. 

"Przyprawił rządy o ból głowy. Pod koniec 2018 roku WHO wymieniło "postawę antyszczepionkową" jako jedno z dziesięciu największych "zagrożeń dla zdrowia na świecie", a Stany Zjednoczone stanęły w obliczu największej liczby zachorowań na odrę od ponad 30 lat".

Tymczasem reportaż przy okazji prezentacji "doktora bez pacjentów", jak słusznie i zarazem złośliwie pisze o nim Brian Deer, przedstawia nam także ogólny problem publikacji w magazynach medycznych oraz potężną i nie do końca przewidywalną rolę mediów społecznościowych w szerzeniu i pozycjonowaniu informacji.


Wydawnictwo Poznańskie przeprowadziło wywiad z Autorem w ramach cyklu "Literackie herbaty z Wydawnictwem Poznańskim"

Wywiad z Brianem Deerem

Andrew Wakefield przez wiele lat walczył z Autorem i gazetą, która za nim stała "The Sunday Time". Na szczęście nie zniechęciło to dziennikarza śledczego Briana Deera do prowadzenia szczegółowego i mozolnego śledztwa przez ponad czternaście lat. Udowodnił doktorowi fałszowanie badań, manipulowanie danymi i naciąganie faktów (mówiąc łagodnie). Tym niemniej sfabrykowana teoria o związku szczepionki MMR (skojarzonej szczepionki na odrę, świnkę i różyczkę) z autyzmem u dzieci nadal trzyma się mocno. I mimo, że magazyn medyczny "The Lancet" oficjalnie wycofał publikację, Wakefieldowi zostało udowodnione oszustwo oraz został pozbawiony prawa do praktykowania medycyny w Wielkiej Brytanii, jego sława ciągle jest niezachwiana, a kolejni przeciwnicy szczepień wyjeżdżają z autyzmem jako argumentem przeciwko szczepionkom. 

W swojej książce Autor podkreśla, że ruch anytyszczepionkowy jako taki, nie jest czymś nowym na rynku medycznym. Zdarzają się przecież przypadki wycofywania z rynku leków po odkryciu już w czasie ich stosowania powodowania poważnych skutków ubocznych. Jednakże teraz mamy do czynienia z trochę inną sytuacją. Przed epoką mediów społecznościowych na temat sfabrykowanych albo złych danych dyskutowało z reguły dosyć wąskie grono naukowców i ludzi rzeczywiście zorientowanych w temacie. Tymczasem teraz platformy typu Facebook czy Twitter szerzą wszystko bez weryfikacji i rozróżnienia czy jest to informacja ważna i wartościowa, czy po prostu zwykły chłam, albo co gorzej najgorsza manipulacja.  A każdy posiadacz konta na tych platformach zamienia się w "eksperta". O wartości informacji decyduje liczba udostępnień i kliknięć. Dlatego właśnie Andrew Wakefield i jego bzdury ciągle trzymają się świetnie. "Doktor bez pacjentów" w zmowie z prawnikiem, dla którego pracował i któremu miał dostarczyć dane w przygotowywanym procesie przeciwko dużej firmie farmaceutycznej, głosili poparte sfałszowanymi badaniami idiotyzmy, a niektóre telewizje w poszukiwaniu gorących tematów dawały im najlepszy czas antenowy, a internet szerzył i powielał bez końca. Żadne komentarze naukowców, prezentowanie faktów nie mają już najmniejszego znaczenia. Teoria o szkodliwości szczepionki krąży, powodując wybuchy epidemii odry w tych miejscach na świecie, gdzie poziom wyszczepienia gwałtownie spada.

Deer podkreśla, że nie jest jakimś wojownikiem o szczepionki. Bardziej interesowała go przejrzystość i integralność systemu publikacji medycznych i przy tej właśnie okazji Andrew Wakefiled znalazł się na jego radarze. 

Autor zwraca uwagę na to, że jeżeli dziennikarze podają jakieś informacje, to inne redakcje mogą to sprawdzić: wysłać swoich dziennikarzy, dotrzeć do świadków itp. Tymczasem wszystkie dane w badaniach medycznych są tajne i nie sposób ich zweryfikować. Więc jeżeli zdarzają się oszustwa na temat badań nad rakiem, sercem i potem wychodzi to na jaw, to nie sposób się dziwić ludziom, którzy na pierwsze wiadomości o szkodliwości szczepień, przestają szczepić swoje dzieci. 

Dla Deera zastanawiające jest to, że jeśli "Andrew Wakefiled zrobił to, co zrobił, to co mogli zrobić inni naukowcy". 

Wszystkie magazyny medyczne są publikowane przez wielkie komercyjne wydawnictwa, których celem z założenia jest zysk. 

W obronie swojego stanowiska redakcje informują, że publikacje medyczne poddawane są tzw. "peer review", czyli opiniowane przez fachowców z tej samej dziedziny pod kątem rzetelności, sensowności i są porównywane z innymi publikacjami i badaniami. Natomiast same badania nie są sprawdzane, bo dane ludzi biorących w nich udział są utajnione.  Czyta je oczywiście rada specjalistów, ale nikt nie weryfikuje faktów, ponieważ szczegółowe zagłębienie się dane byłoby zbyt drogie i zajmowało zbyt dużo czasu, nie mówiąc o próbie powtórzenia badań i uzyskania podobnych wyników.

Dla Autora najważniejszym zagadnieniem w jego karierze dziennikarza śledczego było sprawdzenie i pochylenie się nad systemem publikacji medycznych. Deer zaczął ponad 40 lat temu od weryfikacji badań na temat tabletek antykoncepcyjnych i udowodnił jednemu z naukowców oszustwo, łącznie z wymyśleniem pacjentów.

Wynikiem wielu lat pracy Autora są postulaty dotyczące zmiany w systemie publikacji:

  1. wszystkie wykryte oszustwa powinny być kwalifikowane jako sprawy kryminalne i jako takie sądzone 
  2. powinna być dozwolona wyrywkowa, częściowa weryfikacja badań i dostęp do osób biorących w nich udział
  3. powinny być sporządzane wywiady z publicystami na temat danych, metodologii i faktów i przechowywane jako dowody na wypadek jakichkolwiek wątpliwości w przyszłości 


W wywiadzie Deer poruszył także kwestię teorii spiskowych wyjątkowo łatwo szerzących się dzisiaj na platformach społecznościowych. Razem z manipulacją w algorytmach, często przez te platformy stosowaną dostajemy mieszankę wybuchową, która pozostaje zupełnie bez kontroli.

Gorąco polecam!

Super lektura, zwłaszcza na początek akcji szczepień przeciwko COVID-19.


Moja ocena: 6/6


poniedziałek, 11 stycznia 2021

Elena Ferrante "Zakłamane życie dorosłych"


 Autorka: Elena Ferrante

Tytuł: "Zakłamane życie dorosłych"

Wydawnictwo Sonia Draga, wrzesień 2020


Moje uwielbienie dla Eleny Ferrante zostało lekko nadszarpnięte przez "Czas porzucenia". Na szczęście podobnego rozczarowania nie przyniosło "Zakłamane życie dorosłych", do którego szczerze mówiąc podchodziłam z dużą dozą nieufności, nie tylko z wyżej wymienionego powodu, ale również ze względu na temat i perspektywę, którą powieść obejmuje, czyli doświadczenia i przeżycia nastolatki. Generalnie unikam takiej tematyki. Tym razem jednak oba moje uprzedzenia okazały się bezpodstawne. Elena Ferrante powróciła do nas w najlepszym wydaniu: bohaterowie z wieloma przemyśleniami, buzującymi emocjami i próbami  zrozumienia otaczającego świata w bolesnym okresie dorastania. 

Giovanna, nastoletnia dziewczynka z dobrego domu pewnego dnia słyszy, jak jej tata mówi, że staje się podobna do wyklętej z rodziny ciotki Vittori. Dla młodej bohaterki zaczyna się niełatwy czas odkrywania rodzinnych historii. Przeszukiwanie albumów ze zdjęciami nie na wiele się przydaje, gdyż Vittoria została usunięta ze wszystkich fotografii. Zdesperowana Giovanna postanawia jednak odnaleźć ciotkę i w końcu jej się to udaje. Tym samym ma też okazję do poznania historii rodziny ojca z innej perspektywy. Bardzo szybko jej wyobrażenia o idealnych rodzicach będą musiały lec w gruzach. Większa świadomość, nowe informacje, połączenie ze sobą istotnych faktów nieubłagalnie prowadzą do zakończenia dziecinnej/ nastoletniej niewinności. 

Bolesny upadek autorytetów jest jednak prawdopodobnie konieczną drogą do dorosłości. 

Giovanna musi się zmierzyć z tym kim naprawdę jest, kim chce być i odnaleźć własną drogę w świecie. 

Piękna, emocjonalna powieść, pokazująca prawdę o wieloaspektowej ludzkiej naturze.

Gorąco polecam!

Moja ocena: 5/6

niedziela, 3 stycznia 2021

Maryla Szymiczkowa, Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński "Złoty róg"


 Autorka:  Maryla Szymiczkowa, (Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński)

Tytuł: "Złoty róg"

Wydawnictwo Znak Literanova, listopad 2020

Inni już napisali wiele zarówno o Autorce, jak i serii kryminałów, wchodzących w skład dorobku Maryli Szymiczkowej. Odsyłam zatem do ciekawej recenzji poniżej. 

Recenzja

Od siebie tylko tyle, że ogromnie się cieszę z powrotu Zofii Szczupaczyńskiej i jej "czujnego" oka, przed którym nic się nie ukryje. Bohaterka coraz bardziej pewna swoich zdolności detektywistycznych wkracza na obszary, gdzie sędzia śledczy i przedstawiciele prawa mogli przeoczyć drobne, ale jakże istotne szczegóły i tym samym kolejny raz przyczynia się do rozwiązania zagadki kryminalnej. Świadoma swoich mocnych stron, Zofia poczyna sobie coraz śmielej i tylko jej "ciapkowaty" mąż Tadeusz nie dostrzega potężnej, drzemiącej w niej siły, ciągnącej bohaterkę do znacznie ciekawszych zajęć niż tylko zakupy czy planowanie niedzielnego obiadu. Szczerze mówiąc, życzę jej w następnym tomie jakiegoś płomiennego romansu z kimś, kto zobaczy w niej pełnowartościową, inteligentną kobietę z ogromnym temperamentem i zdolnościami organizacyjnymi, a nie tylko super zarządczynię domowych pieleszy. 

Polecam!

Moja ocena : 6/6 

czwartek, 31 grudnia 2020

Anna Kańtoch "Wiosna zaginionych"


 Autorka: Anna Kańtoch 

Tytuł: "Wiosna zaginionych"

Wydawnictwo Marginesy, wrzesień 2020


Anna Kańtoch powróciła z kolejnym kryminałem ku nieskrywanej radości wiernych czytelników, w tym mnie. Co cieszy dodatkowo, to fakt, że Autorka zapowiada "Wiosnę zaginionych" jako pierwszą część trylogii. Wspaniale! Będzie więcej. 

Tajemnicza historia sprzed wielu lat, w której rozwikłaniu pomaga emerytowana policjantka Krystyna, skwapliwie skrywająca informację, że ofiara nie jest obcą jej osobą. Co ciekawe, kobieta sama początkowo planowała zabójstwo, którego sprawcy ostatecznie z policją szuka. Brat Krystyny wybrał się z przyjaciółmi w góry kilkadziesiąt lat temu, ale nikt ich już więcej nie zobaczył. Wrócił tylko Jacek, którego bohaterka rozpoznała w starszym, mieszkającym niedaleko sąsiedzie i postanowiła rozliczyć się za wydarzenia z przeszłości. Jednak ktoś ją w tym ubiegł, a Krystyna dołączyła do kolegów z policji, aby złapać sprawcę.  Atmosfera się zagęszcza, a Autorka wodzi nas coraz bardziej pokrętnymi ścieżkami, skutecznie utrudniając rozwikłanie zagadki. Piękny język dopełnia całości. Sama przyjemność czytania. 

Gorąco polecam!

Moja ocena: 5,5/6


środa, 11 listopada 2020

Jeff Guinn "Co się stało w Jonestown? Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo"


Autor: Jeff Guinn

Tytuł: "Co się stało w Jonestown? Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo"

Wydawnictwo Poznańskie, sierpień 2020

W listopadzie 1978 roku w Jonestown - miasteczku założonym w dżungli w Gujanie przez przywódcę Świątyni Ludu - Jima Jonesa, ponad 900 osób w tym kobiet i dzieci popełniło zbiorowe samobójstwo lub zostało do niego zmuszonych. Na położonym niedaleko osady lotnisku zamordowano amerykańskiego senatora Leoa Ryana (wizytującego wioskę na prośby krewnych ze Stanów Zjednoczonych, którzy twierdzili, że ludzie są tam przetrzymywani wbrew ich woli) wraz z towarzyszącą mu ekipą urzędników i dziennikarzy oraz ludzi, którzy zdecydowali się uciec z sekty. Katastrofalny i nie do ogarnięcia rozumem koniec historii organizacji pod przywództwem Jima Jonesa, która jak na ironię na początku swojego istnienia miała bardzo szczytne cele i je z powodzeniem realizowała.

Tym, co przyciąga mnie w takich reportażach, jest przemiana, jaką przechodzi zwykły, z reguły dosyć skromny człowiek, od swojej zwyczajności do "boskości", "wielkości", "nieomylności" i staje się kimś, komu nie można się sprzeciwić. To jest niewiarygodne, jak to się dzieje, jacy ludzie mu towarzyszą w tej drodze i utwierdzają w jego chorych przekonaniach. Na końcu z reguły i tak okazuje się, że chodzi o władzę i seks, a jeżeli gdzieś w międzyczasie były jakieś ideały, to wszyscy już dawno o nich zapomnieli. 

Czytanie o poglądach Jima Jonesa, jego chorych ambicjach, terrorze, który stosował wobec wiernych Świątyni jest taplaniem się w absurdzie. Przecież każda osoba przy zdrowych zmysłach na oświadczenie człowieka z ulicy: "Ej słuchaj jestem Bogiem, leczę raka na zawołanie, przepisz na mnie cały swój majątek, a potem wyjedź ze mną do niewykarczowanej dżungli w Guajanie. Będziesz pracował od rana do wieczora przy budowie prymitywnego obozowiska, odżywiał się miską ryżu dziennie, a w wolnych chwilach słuchał moich niedorzecznych, ciągnących się długo w noc przemówień itd.", popukałaby się w głowę. A jednak Świątynia Ludu miała tysiące wyznawców, w tym sporą część, która zdecydowała się do tej dżungli ze swoim przywódcą wyjechać. Większość z nich to byli naprawdę dobrzy ludzie. Tym, co mnie fascynuje, jest to jak kawałek po kawałku pozwalali swojemu guru coraz bardziej podążać ścieżką szaleństwa. Każde ustępstwo czy szalbierstwo na jego rzecz, żeby mu pomóc w realizacji misji świątyni (kłamstwa przy "uzdrawianiach", podstawiani tzw. przypadkowi ludzie, wyciąganie informacji z wiernych itd.), przesuwało go w kierunku autorytaryzmu i poczucia totalnej bezkarności. Co zastanawiające nie znalazł się nikt, kto odważyłby się mu przeciwstawić i prosto z mostu powiedzieć: "słuchaj stary bredzisz; to co robisz jest kretyńskie". Wydaje się, że był taki etap, na którym Jim Jones jeszcze by na to zareagował, przemyślał i być może zmienił sposób działania. Tymczasem ludzie podporządkowywali się Jonesowi nawet, jeżeli mieli realną możliwość odejścia sekty, co z upływem lat i ugruntowywaniem się tyranii przywódcy było coraz trudniejsze. Rozumiem, że każdy może dać się omotać, ale trwanie tyle lat i niezwracanie uwagi na przestępstwa, których z czasem Jim Jones zaczął się dopuszczać, jest po prostu współudziałem w popełnianych przez niego czynach, które na ostatniej prostej przed tragedią w listopadzie 1978 roku obejmowały już regularne gwałty na wybranych, przyprowadzanych mu kobietach, odurzanie narkotykami sporej części potencjalnych "przeciwników", niewolnicze wykorzystywanie ludzi. 

Obszerny, szczegółowy, odnoszący się do wielu tekstów źródłowych reportaż Jeffa Guinna, przedstawia życie guru od najwcześniejszego dzieciństwa, jego drogę do sławy, pozyskiwanie sprzymierzeńców i naiwnych do swojej "misji", a w końcu spektakularny upadek. 

Fantastyczna lektura!


"Przy pomocy Beamów i innych Jones zaczął przyciągać zwolenników, którzy rozumieli i popierali elastyczne podejście do werbowania kolejnych wiernych. Jeśli czasem metody przywódcy budziły wątpliwości lub stanowiły oficjalne oszustwo, wszystko było w porządku - Jim musiał tak postępować, skoro miał zbudować potężny Kościół i wprowadzić równość dla wszystkich. - Był dobrym psychologiem. Sceptycznie podchodziłem do uzdrowicieli. Otwarcie mu to powiedziałem. Nigdy nie próbował o tym ze mną dyskutować. Jakby wiedział, że ja wiem, że robi to tylko dla efektu, by ściągnąć nowych wiernych, których będzie mógł przekonać do swoich programów społecznych - wspomina Ron Holdeman, który nadal czasami przychodzi na nabożeństwo."

"My, szeregowi wierni Świątyni, nie mieliśmy realnej władzy, ale nie byliśmy bezmyślnymi robotami - mówi Tim Carter. - Chętnie poświęciliśmy część osobistej wolności dla wyższego celu. Jeżeli kogoś coś denerwowało w Jonesie, nadal odczuwał szacunek dla innych ze Świątyni i myślał sobie: gdyby to było złe, ci wszyscy bardzo inteligentni, bardzo przyzwoici ludzie nie byliby tutaj, więc to ja muszę się mylić."

"To było jak z wrzucaniem żaby do garnka. Jeśli się wrzuci do wrzątku, będzie próbowała wyskoczyć. Ale jeśli się ją wsadzi do letniej wody i potem będzie stopniowo dolewało coraz gorętszej, będzie siedzieć w garnku aż się w końcu ugotuje. Niektórzy nie wierzyli w te wszystkie twierdzenia, ale zostawali przy Jonesie, żeby pomóc w budowaniu socjalizmu." 

Moja ocena: 6/6



czwartek, 22 października 2020

Helene Flood "Psychoterapeutka"


Autorka: Helene Flood "Psychoterapeutka"

Tytuł: "Psychoterapeutka"

Wydawnictwo Agora, lipiec 2020


Takie sobie w sumie nawet dobre czytadło, na szybko, na rozluźnienie. Sara i Sigurd mieszkają w odziedziczonym domu w bardzo dobrej dzielnicy Oslo. Od dłuższego czasu go remontują, ale prace nie postępują zbyt szybko, co jest przyczyną ich wzajemnych pretensji. Bohaterka jest psychologiem i prowadzi w domu prywatną praktykę, jej mąż jest architektem. Pewnego dnia udaje się na weekend z kolegami, ale nigdy nie dojeżdża na miejsce spotkania. Mnożą się pytania, wychodzą na jaw skrywane tajemnice. I stare jak świat: wszyscy wiedzieli, ale nikt nie powiedział, bo... i tutaj tysiąc usprawiedliwień. Tymczasem w domu pani psycholog zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Kobieta sama nie jest już pewna czy jej się to wydaje, czy jednak wszystko z jej percepcją w porządku i naprawdę ktoś się kręci po kuchni i pokojach. W międzyczasie wracają też wspomnienia z młodości i przebłyski ze scenami domowymi. Sara jako dorosła kobieta zastanawia się, co właściwie wtedy widziała. Nie chce dopuścić do siebie tych myśli i wiedzieć, co tak naprawdę robili jej bliscy. A jednak to właśnie najbardziej niepozorny członek rodziny zostanie głównym bohaterem w "Psychoterapeutce". Ciekawie i zaskakująco!

Moja ocena: 4/6

czwartek, 8 października 2020

Linda Bostrom Knausgard "Witajcie w Ameryce"

 

Autorka: Linda Bostrom Knausgard

Tytuł: "Witajcie w Ameryce"
Wydawnictwo Pauza, wrzesień 2020

Mini powieść szwedzkiej Autorki, częściowo oparta na faktach z własnego dzieciństwa. Surowy "czysty" styl, bez żadnych ozdobników pozwala skupić się czytelnikowi na tragedii, rozgrywającej się w rodzinie, chociaż narratorka nie domaga się od nas współczucia. Niedawna śmierć ojca, a wcześniej jego choroba psychiczna naznaczyły życie całej trójki bohaterów. Matka, aktora określa ich rodzinę, jako "rodzinę światła", chociaż jest to tylko pobożne życzenie a nie rzeczywistość. Zarówno ona jak i jej dwójka dzieci żyją w cieniu i pod przemożnym wpływem nieobecnego już ojca. 11-letnia bohaterka w reakcji na wydarzenia wokół niej postanawia, że przestanie mówić i trzyma się tego konsekwentnie. W decyzji jest i protest, i poczucie winy. 

Moja ocena: 4,5/6

wtorek, 15 września 2020

Wojciech Górecki , Bartosz Józefiak "Łódź. Miasto po przejściach"

 


Autorzy: Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak  
Tytuł: "Łódź. Miasto po przejściach"
Wydawnictwo Czarne, sierpień 2020

"Łódź miasto meneli", Łódź stan umysłu" etc. etc. 
Jestem z Łodzi, więc obiektywna nie będę. 
Wszyscy moi znajomi spoza tytułowego miasta, również z tak egzotycznych dla przeciętnego Polaka krajów jak Indie czy Chiny, którzy doświadczali Łodzi ze mną, polubili ją od pierwszej wizyty i często potem wracali. Ja ciągle darzę to miasto bezgranicznym uwielbieniem, chociaż wyprowadziłam się ponad osiem lat temu i nic nie zapowiada, żebym miała zamieszkać ponownie. Wracam jak tylko mogę, obserwuję, jak się zmienia i rozwija pod rządami Prezydentki Hanny Zdanowskiej. Miasto z charakterem, którego głównymi bolączkami jest zbyt bliskie usytuowanie Warszawy i sfeminizowanie. 

Położenie niedaleko od stolicy zawsze spychało Łódź na dalszy plan jeżeli chodzi o pozyskanie środków na inwestycje i rozwój. Bardzo prężny, szybko rozwijający się przemysł włókienniczy zatrudniał głównie kobiety. Jego upadek w latach 90-tych i pozostawienie setek tysięcy ludzi bez żadnego wsparcia, przesądziło o losie miasta na długie lata. Brak systemowych rozwiązań dla Łodzi po 1989 to tak jakby nagle zamknąć z dnia na dzień polskie kopalnie i kazać górnikom zadbać o siebie, odnaleźć się w nowej rzeczywistości, albo powiedzieć rolnikom: sorry, radźcie sobie sami, nie będziemy chronić polskiego rolnictwa, nie będziemy dopłacać do upraw itd. Różnica była taka, że łódzkie szwaczki nie blokowały dróg i miast, nie zwalały na jezdnie bel materiału. Okazuje się, że góry plonów rolnych i węgla w miejscach publicznych oraz regularne najazdy na stolicę przyniosły lepsze rezultaty negocjacyjne. 

Zbiór reportaży trochę zawodzi. Większość pochodzi z lat 90-tych, co nie jest zaskoczeniem. Miałam jednak nadzieję na ich obszerne uzupełnienie, współczesny komentarz, tymczasem jest tego bardzo niewiele. Ktoś, kto na podstawie tej lektury chciałby wyrobić sobie zdanie o mieście dzisiaj, miałby dość spaczony obraz. 
Najlepszy reportaż opowiada o pewnym pochodzącym z Łodzi Michale - fantastyczny!

Moja ocena: 4/6

P.S. Z książek o Łodzi polecam "Aleję Włókniarek" Marty Madejskiej




"Łódź, która jeszcze w roku 1820 liczyła ośmiuset mieszkańców i sto sześć drewnianych domów, stała się w latach osiemdziesiątych XIX wieku miastem studwudziestotysięcznym, a tuż przed wybuchem I wojny światowej - sześciusettysięcznym. W tempie rozwoju dorównywało jej jedynie Chicago. Tam gdzie do niedawna rosły odwieczne knieje, pojawiła się nowa dżungla, tym razem ludzka." 

"Przed II wojną światową wśród siedmiuset tysięcy mieszkańców Łodzi było dwieście tysięcy Żydów i prawie sto tysięcy Niemców. W roku 1945 zostało trzysta tysięcy łodzian, prawie samych Polaków. Co się stało z bohaterami Ziemi obiecanej?". 

"Wiele spraw dręczyło Łódź za nowej, solidarnościowej władzy: bezrobocie, opóźnienia w wypłatach poborów, przede wszystkim jednak - brak perspektyw. Łódzkie nie doczekało się kompleksowego planu restrukturyzacji, jakiejś całościowej wizji tego, co zrobić z rejonem po upadku tekstylnej monokultury. Nikt nie ma pomysłu na wyjście z zapaści, a niekonsekwentna postawa władz centralnych pogłębia rozgoryczenie. 
W grudniu rozpoczęły się strajki w dwóch zakładach produkujących maszyny włókiennicze: Wifamie i Majedzie. Protestujący domagali się zagwarantowania wypłaty wynagrodzenia za wykonaną pracę: w Majedzie pensje za wrzesień wypłacono w listopadzie, a ich wysokość odpowiada kosztom dojazdów do pracy i z pracy. Oba strajki trwały ponad miesiąc i zakończyły się bez rozstrzygnięcia."



sobota, 22 sierpnia 2020

Therese Bohman "Ta druga", "O zmierzchu"

Autorka: Therese Bohman

Tytuł: "Ta druga" 

Wydawnictwo Pauza, kwiecień 2020 


Autorka: Therese Bohman

Tytuł: "O zmierzchu" 

Wydawnictwo Pauza, styczeń 2020 




Autorka bierze na warsztat feminizm i pokazuje jego "opresyjną" rolę. A przynajmniej próbuje. 
Karolina z "O zmierzchu" jest profesorką sztuki, bardzo dobrze wykształconą, samodzielną, po przejściach. Uzależnioną od alkoholu i przygodnego seksu. Zna swoją wartość, wie, że jest mądra i piękna. Teoretycznie powinna być szczęśliwa. Jednak życie wyzwolonej, robiącej karierę kobiety nie daje jej zadowolenia. Nie pomagają również wracający do żon i rodzin przygodni kochankowie. Tym co doskwiera jej najbardziej jest samotność. Karolina "toczy walkę sama ze sobą", cierpi z powodu dokonanych wyborów, źle się czuje z piętnem singielki. Podświadomie pewnie chciałaby mieć oparcie w wartym zaufania, stabilnym emocjonalnie i odpowiedzialnym mężczyźnie, ale jednocześnie jej "feministyczne" przekonania nie pozwalają na dopuszczenie myśli, że właśnie to byłoby dla niej najlepsze. 

Bohaterka z powieści "Ta druga" postanawia wdać się w romans idealny, którego będzie kreatorką. Uwodzi lekarza ze szpitala, w którym sama pracuje jako pomoc kuchenna. Bohaterka pochodzi z klasy robotniczej: nie posiada zaplecza kulturowego i społecznego odpowiadającego temu, które mają jej studiujący znajomi z klasy średniej. Jednocześnie marzy o zostaniu pisarką, czyta bardzo dużo ambitnej literatury i chciałaby swoją wiedzą oczarować kochanka, który niekoniecznie akurat tym jest najbardziej zainteresowany. Poza tym bohaterka przysłuchuje się teoretycznym dyskusjom swoich przyjaciół, prowadzonym z ich uprzywilejowanej społecznie pozycji i uważa je za mocno "wydumane". Ona z racji swojego statusu nie może sobie na takie dywagacje i rozterki pozwolić. Musi pracować, aby się utrzymać na powierzchni. Feministyczne walki swoich znajomych uważa, za "wymysły bogatych panienek". 

Żadnej z bohaterek, moim zdaniem, nie da się lubić. Ogólnie powieści zaliczyłabym do kategorii "w miarę przyzwoitego czytadła" - wielkiej straty czasu z powodu lektury nie będzie, ale też jakiś cudownych przeżyć i olśnień nie doznamy. Obydwie postacie są dość banalne. 

Moja ocena: 4/6

piątek, 7 sierpnia 2020

Ottessa Moshfegh "Mój rok relaksu i odpoczynku"


Autroka: Ottessa Moshfegh
Tytuł: "Mój rok relaksu i odpoczynku"
Wydawnictwo Pauza, sierpień 2019

Hmmm... nie ma to jak dobry marketing i sugestywny tytuł. Książka przewinęła mi się przed oczami w kilku miejscach: czasopismach, na blogach... Tak o niej było głośno, że jakimś cudem nabrałam przekonania, że warto ją przeczytać. Z tytułu sama wymyśliłam sobie fabułę. Wg mnie powieść opowiadała o kobiecie, która na rok robi sobie przerwę od pracy i życia i nie wiem... może wyjeżdża i podróżuje, może zagłębia się w stosie ambitnych książek i oddaje się głębokim przemyśleniom, może zrywa kontakt z przyjaciółmi, żeby "spotkać się ze sobą"... ehhhhhh. Tymczasem dostajemy roczną jazdę  bohaterki na wszystkich możliwych rodzajach leków, łącznie z popularnym benadrylem na alergię i syropami dla dzieci. Kiedy akurat nie połyka tabletek, udaje się do pobliskiego sklepu po kawy z mlekiem i przeterminowane jedzenie. Czasami pojawia się u niej niemożliwie irytująca przyjaciółka Reva. 
Autorka wprowadza nas szczegółowo w przeszłość bohaterki: trudne dzieciństwo z oddalonymi emocjonalnie rodzicami, bogactwo z którym nie do końca wiadomo co zrobić. Teoretycznie kobieta może dowolnie ustawić życie, tymczasem świadomie się z niego wyłącza. Jej przyjaciółka to uosobienie aspiracji. Pochodzi z biednych przedmieść, chce się wtopić w "prawdziwy" Nowy Jork, za wszelką cenę dopasowując się do obowiązujących mód. Na przykład tych dotyczących chociażby sylwetki: stąd jej ciągłe wymiotowanie i objadanie się na przemian. Aspirowanie objawia się też kupowaniem podrabianych ciuchów i torebek luksusowych marek. 
W tle jeszcze absurdalna galeria sztuki, w której pracuje bohaterka. Galeria, w której można wystawić każdą bzdurę i sprzedać światu jako objawienie. 
Do tej dziwnej mieszanki dochodzi także psychiatra bohaterki, która wydaje się sama potrzebować pomocy. 

Podobno książka jest to satyrą na współczesną amerykańską rzeczywistość. Jak się głębiej nad tym zastanowię, to dochodzę do wniosku, że może być to prawdą. Wtedy powieść jakby nabiera wartości. 
Ale ile przy tym się trzeba namęczyć! To jest jakiś koszmar. 

Moja ocena: 3/6

środa, 5 sierpnia 2020

Marie Aubert "Dorośli"

Autorka: Marie Aubert 
Tytuł: "Dorośli"
Wydawnictwo Pauza, czerwiec 2020

Jak coś wygląda zbyt słodko i idyllicznie, to prawdopodobnie takie jest. W powieści "Dorośli" dwie siostry spotykają się w rodzinnym domku letniskowym z matką, aby świętować jej 65 urodziny. Ma być miło, sympatycznie i leniwie. Ida, starsza siostra, ta ładniejsza i mądrzejsza, jest singielką po czterdziestce. Uświadamia sobie przemijanie czasu i fakt, że za chwilę być może będzie za późno na posiadanie dzieci. Tymczasem młodsza siostra, która wiecznie narzeka na zmęczenie i nie jest zbyt pracowita, spodziewa się długo wyczekiwanego dziecka i przyciąga uwagę oraz troskę wszystkich zgormadzonych. Singielka może oczekiwać od obecnych co najwyżej zgryźliwych uwag odnośnie sytuacji życiowej i kiwania głową z politowaniem nad jej statusem. 
Pojawia się też problem domku: niby jest wspólny, ale z jakiś nieoczywistych powodów to siostra posiadająca rodzinę czuje się w nim bardziej swobodnie i decyduje o wielu sprawach. Ida nie należy do osób, które łatwo da się lubić: podrywa szwagra, podkupuje dziecko, ale trzeba przyznać, że bycie bezdzietną, samotną kobietą nie stawia jej na równi z ciężarną siostrą, będącą w związku. Rozdrapywanie rodzinnej przeszłości i siostrzanych niesnasek. Rewelacja!

Moja ocena: 6/6