piątek, 6 października 2017

Petra Soukupova "Zniknąć"

Autor: Petra Soukupova
Tytuł: "Zniknąć"
Wydawnictwo Afera, luty 2012

Na okładce nowej książki Petry Soukupovej "Pod śniegiem", przeczytałam  o Autorce: specjalistka od krojenia rodziny. I to chyba najlepsze określenie jej prozy.
"Zniknąć" to trzy nowele rozkładające trzy różne rodziny na czynniki pierwsze. Nie są to opowieści o patologii, marginesie i totalnej degrengoladzie. Wszędzie spotykamy się ze zwykłą rodziną, w której na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku, a codzienność toczy się gładko i bez problemów. Normalne "refreny" poranków, popołudni i wieczorów, banalne czynności, które codziennie wykonuje każdy śmiertelnik. Zwykłe sytuacje: rodzeństwo się kłóci i bije, mama jest zmęczona, tata namiętnie uprawia sport i widzi w dzieciach potencjał na spełnienie swoich marzeń z młodości, siostra za dużo je i jest gruba, spędza godziny przed lustrem na poprawianiu urody, ktoś wraca do domu i śmierdzi od niego alkoholem, babcia przyjeżdża w odwiedziny i wie lepiej, bo za jej czasów itd. Wszystko toczy się normalnie. Bez zbytnich fajerwerków, ale też bez tragedii.  Tylko, że normalnie nie jest. Szybko się orientujemy, że to nie będzie historia rodzinnej sielanki. Zwykłe, codzienne czynności bohaterów zabierają nas w emocjonalny kocioł. Okropnie duszna atmosfera niewypowiedzianych wzajemnych pretensji i oskarżeń, zawiedzionych marzeń, przeszacowanych oczekiwań, codziennych zawiści, okraszona niełatwymi zmaganiami z rzeczywistością. Ciekawe jest to, że na zmianę opowiadają różni bohaterowie, w tym także dzieci, co czyni lekturę bardzo ciekawą. Nie ma tutaj spektakularnych przełomów akcji, nic się nie okazuje. Ale ta dołująca, zakłamana normalność rodzin jest powalająca. Książka świetna! Aczkolwiek nie jest to czytanie dla rozrywki i relaksu. Polecam tym, którzy lubią mocną, emocjonalną, trudną prozę. Dołuje! 

Moja ocena: 6/6

środa, 27 września 2017

Magdalena Rittenhouse "Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero"

Autor: Magdalena Rittenhouse
Tytuł: "Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero"
Wydawnictwo Czarne, listopad 2013

Czasami jest tak, że książka musi poczekać na swój najlepszy czas. Mam wrażenie, że dokładnie to przytrafiło się "Nowemu Jorkowi" Magdaleny Rittenhosue u mnie w domu. Czekała na swoją kolejkę prawie cztery lata i zawsze mi było jakoś nie po drodze z nią. Do ostatniego weekendu, kiedy w niedzielę wieczorem, po powrocie z Nowego Jorku kładłam na półce z przewodnikami mapę nowojorskiego metra. Książka wpadła w moje ręce, pomyślałam: "a właściwie dlaczego nie teraz" i zatonęłam w niej. Świetna! I wcale tym razem, że nie żałuję, że nie zapoznałam się wcześniej. Fajnie się czyta o miejscach, w których się było, po których się chodziło, które można było odczuć własnymi zmysłami.
Magdalena Rittenhouse opowiada o tym szalonym mieście Nowym Jorku i robi to rewelacyjnie! Powiedziałabym nawet, że odkrywa dla mnie na nowo jego czar. Po kilku wizytach, po których w mojej umęczonej duszy i ciele pozostały głównie niezapomniane wrażenia z poruszania się z wózkiem syficznym metrem, wystawione środkowe palce innych kierowców w moją stronę (przyczyna: Nowy Jork), jazda po Manhattanie (przy której kierowcy w Shanhaju to prawdziwe, uprzejme mięczaki) i mówiący wszystko, stary dowcip o nowojorczykach: "ilu nowojorczyków potrzeba do wkręcenia żarówki? Nie twój zasrany interes", jest szansa, że polubię to miasto na nowo. Po ostatnim weekendzie z koncertem Depeche Mode w Medison Square Garden i książce Magdaleny Rittenhouse patrzę znowu na Nowy Jork łaskawym okiem. :-)
Wszystkie dotychczasowe wizyty były takie przelotne, w biegu. Nie miałam czasu na zapoznanie się z tym wszystkim, co nie jest na szczycie atrakcji turystycznych. Ale kolejna, mam nadzieję, będzie spokojniejsza.
Magdalena Rittenhause pisze o historii miasta, jego najważniejszych miejscach, przemianach, którym były poddane. Ale najpiękniej ujmuje ducha Nowego Jorku, miasta imigrantów, miasta marzycieli, miasta szaleńców i wizjonerów, miasta, "w którym wszystko przez kwadrans się starzeje i wychodzi z mody". I opowiada o tym fantastycznym językiem. Niektóre fragmenty czytałam po dwa razy, żeby napawać się tekstem. "Myślę o ludzkiej cierpliwości i wytrwałości, o nadziei, która wbrew rozsądkowi każe zabierać się do najbardziej beznadziejnych przedsięwzięć, o pokorze, która pozwala się zadowolić powolnymi zmianami tam, gdzie zdawałoby się, potrzebne są dynamit i rewolucja, o harcie ducha, który daje siłę, by co dzień rano wstać z cuchnącego materaca i zacząć od nowa. [...] Przyglądam się widocznym w oddali wieżowcom i myślę o skali ludzkich marzeń oraz działań."
"Co sprawiło, że to miasto jest tak piękne i intensywne? Patrząc na feerię świateł, uświadamiamy sobie - i rzadko chyba kiedy odczuwa się to równie wyraźnie - z jak wielu projektów, ambicji i dążeń zostało zbudowane. W budynkach z kamienia, metalu i szkła leżą poukładane jedno obok drugiego ludzkie pragnienia i tęsknoty. Spowite w kruche i niepewne sny, ale jak najbardziej realne."
Magdalena Rittenhouse opisuje miejsca i wizjonerów, którzy je stworzyli. 
Chociażby Central Park. Jak pisze Autorka, jego istnienie na tym najdroższym na świecie skrawku ziemi zakrawa niemalże na cud. Dzisiaj jest sercem Nowego Jorku, czymś co definiuje miasto. Ale wiele lat temu ktoś musiał wpaść na szalony pomysł zbudowania miejskiego parku dla wszystkich - i biednych, i bogatych i to na tak wielkim terenie. Jeden z jego twórców Andrew Downing mówił: "Trudno nawet uznać, że to, co się nazywa w Nowym Jorku parkami, stanowi przeprosiny za ich brak. To jakieś marne skwerki albo padoki." A teraz mieszkańcy i turyści w Central Parku spędzają chwile wytchnienia w dniu pełnym obowiązków, albo w biegu zwiedzania. 
Magdalena Rittenhouse podarowała nam prawdziwą perełkę. 

A następna moja wizyta z pewnością obejmie: 

The New York Public Library
Strand Book Store
High Line Park

Moja ocena: 6/6

piątek, 8 września 2017

Anna Kańtoch "Wiara"

Autor: Anna Kańtoch 
Tytuł: "Wiara" 
Wydawnictwo Czarne, czerwiec 2017

Miałam się chwilę wstrzymać z drugim kryminałem Anny Kańtoch, ale po doskonałej "Łasce" nie za bardzo mogłam. I nie zawiodłam się. "Wiara" wciąga od początku do końca. Pytaniem wielu czytelników , przewijającym się w recenzjach, było czy "Wiara" dorównuje "Łasce". Jakby musiała, albo jakby książki ze sobą o coś rywalizowały. Dla mnie to przede wszystkim rewelacyjna proza! Nie wiem czy lepsza, czy gorsza. Bardzo dobra po prostu! Podobne klimaty, podobna prozaiczna rzeczywistość, podobni prości bohaterowie. W "Wierze" bardziej podobało mi się "nieprzekombinowanie" historii. 
Anna Kańtoch w nieprawdopodobny sposób potrafi odmalować społeczności, oddać atmosferę małych, klaustrofobicznych miejscowości, do których świat zagląda w ostatniej kolejności. Akcja "Wiary" rozgrywa się w 1986 roku Rokitnicy, niewielkiej, górskiej wiosce, do której latem przyjeżdżają letnicy. W lipcu 86 jest też sporo aktywistów, protestujących przeciwko budowie w pobliżu elektrowni atomowej. Mieszkańcy pamiętają starą przepowiednię, że "zło przyjdzie ze wschodu". I niektórzy z nich bardzo mocno w to wierzą, zwłaszcza, że jest przecież lato po wybuchu reaktora w Czarnobylu. W Rokitnicy wszyscy się znają, sporo mieszkańców jest ze sobą spokrewnionych, ludzie niechętnie witają obcych i pilnie strzegą starych miejscowych sekretów. Społeczność zostaje poruszona, gdy na torach proboszcz znajduje ciało młodej dziewczyny. Do śledztwa przydzielony jest kapitan Witczak, który wraz z miejscową milicją stara się schwytać sprawcę. Swoje dochodzenie prowadzi też ksiądz, który próbuje odkryć dlaczego Rokitnica nazywana jest przeklętą parafią i czy to ma coś wspólnego ze zbrodnią. Ale on, ciągle przez miejscowych uważany za obcego, chociaż jest już w wiosce ponad cztery lata, też nie może przebić się przez zmowę milczenia. 
Duszne lato, duszny klimat opowieści, wrażenie, że wszyscy kłamią, bo nie chcą, żeby przy okazji wyszły na jaw ich brudne sekrety, wciągają tak, że trudno się oderwać od lektury. I język Autorki - prosty, ale taki, że czytelnik naprawdę czuje nędzę tego komisariatu i ten smród zdechłej myszy. (W powieści jest rok 1986, ale po wizycie jakiś czas temu w łódzkim komisariacie nr 1 na Kościuszki, naprawdę nie jestem pewna, czy Anna Kańtoch nie inspirowała się tym miejscem, tworząc opisy komisariatu w Rokitnicy ;-) ). Do tego ciekawa, zagmatwana ale logicznie poukładana akcja i smaczki minionej epoki (to co również "Łasce" bardzo mi się podobało): milicja obywatelska, niebieski polonez, relacje milicja - kościół, nieodłączne papierosy i alkohol zawsze dobry na wszystko, stołówka w ośrodku z wszechwładnymi kucharkami, zupy mleczne z makaronowymi glutami... Jednym słowem literacka uczta!

Bardzo, bardzo polecam!

Moja ocena: 6/6

PS. Będzie więcej Anny Kańtoch, nie tylko "kryminalnej"!!! 

środa, 6 września 2017

Fiona Davis "The Address"

Autor: Fiona Davis
Tytuł: "The Address" 
Penguin Random Hause, sierpień 2017 

Tytułowy adres odnosi się do stojącego na 72 ulicy w Nowym Jorku budynku Dakota. Dzisiaj to jeden z najlepszych adresów w mieście. W XIX wieku, gdy go budowano, znajdował się na dalekich peryferiach, a ludzi wybierających tam apartamenty uważano za nie do końca zamożnych, z lekka może stukniętych, albo mających jakieś mroczne sekrety. Ms. Magazine zaprezentował książkę, jako pełną zwrotów akcji, zaskakujących wydarzeń i bardzo w tym przypominającą prozę Sarah Waters. Oczywiście porównanie do mojej ulubionej pisarki przesądziło finalnie o lekturze. "The Address" to powieść o budynku i dwóch zamieszkujących go kobietach. Jedna z nich to Sarah Smyth, która w 1884 roku zostaje "menadżerką" Dakoty. Kobieta podejmuje wyzwanie i przeprowadza się z Londynu, aby spróbować swoich możliwości w Nowym Jorku. Sto lat później w 1985 roku Bailey Camden bezrobotna i bezdomna architekta, tuż po odwyku alkoholowym wprowadza się do Dakoty, by nadzorować remont mieszkania swojej krewnej. Losy bohaterek nieoczekiwanie się "splatają". Na początku wydawało się, że "The Address" będzie taką sobie, obyczajową książką, ale akcja powieści bardzo ciekawie się rozwija, a fakt, że wydarzenia rozgrywają się w przedziale 100 lat od siebie, pozwala zaobserwować/porównać jakie "walki" kobiety musiały toczyć w swoich epokach. Obydwie bohaterki muszą zmierzyć się ze swoją przeszłością i odpowiedzieć sobie na pytanie kim są i skąd pochodzą. Mimo epoki, która je dzieli, kwestie przed jakimi stają, są zaskakująco podobne.
Zarówno Sarah jak i Bailey pragną rozwijać swoje kariery zawodowe i "chwytać" możliwości. Obydwie kobiety trafiają też w jakiś okresach swojego życia do zakładów zamkniętych. Próbują być niezależne, myśleć racjonalnie, nie powtarzać błędów z przeszłości... marzą o miłości. 
Bardzo ciekawie połączone losy bohaterek, nieprawdopodobne zwroty akcji, nutka tajemnicy, a także trochę bajki zapewniają dobre czytadło na kilka wieczorów. 

Moja ocena: 4/6 

A to Dakota dzisiaj: 9 września 2017



poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Anna Kańtoch "Łaska"

Autor: Anna Kańtoch 
Tytuł: "Łaska" 
Wydawnictwo Czarne, luty 2016

Uwielbiam takie odkrycia. To pierwsza książka Anny Kańtoch, jaką miałam przyjemność przeczytać, ale na pewno nie ostatnia. Nie sięgnę z pewnością po science fiction Autorki, ale po kolejne kryminały jak najbardziej. "Wiara" już czeka na kindlu. W czasach studenckich zarywanie nocy, żeby skończyć pasjonującą książkę, nie było dla mnie czymś szczególnie wyjątkowym. Odkąd jestem mamą, nie pozwalam już sobie na takie ekstrawagancje, a sen jest ciągle na wagę złota. I mimo, że od kilku miesięcy udaje mi się przesypiać w miarę normalnie noce, to ciągle jeszcze z trudem ogarniam ten luksus. Powyższy przydługi wywód o śnie jest wstępem do największej pochwały, jakiej mogę udzielić książce: zawaliłam dla niej noc. 

Bohaterką powieści jest skromna, samotna nauczycielka, która zmaga się z przeszłością. Jako małe dziecko zniknęła w lesie na kilka dni, wróciła zakrwawiona i nie pamięta co się z nią działo. Teraz jako trzydziestoletnia kobieta pojawia się ponownie swojej rodzinnej miejscowości by opiekować się schorowaną ciotką i uczyć w miejscowej szkole podstawowej. Zima nie jest najlepszym czasem dla bohaterki. Każdego poranka wstanie z łóżka jawi się jako przeszkoda nie do pokonania, a bywają dni, że lepiej wymówić się zwolnieniem, albo zrobić dzieciom kartkówkę, żeby tylko nie trzeba było prowadzić lekcji. Na jednym z takich sprawdzianów chłopiec zamiast odpowiedzi na pytania rysuje Kartoflanego Człowieka, którego Maria jako mała Marysia spotkała wiele lat temu w lesie. A potem w miasteczku zaczynają ginąć dzieci, atmosfera się zagęszcza, mieszkańcy żyją w coraz większym strachu, wydaje się, że Maria jest kluczem do tej zagadki. Trwa wyścig milicji z mordercą. 
Wielka zaleta tej książki to skromni, "normalni" bohaterowie, a także epoka sama w sobie - rok 1985 - prowincjonalne miasteczko w Polsce z jego "smaczkami". W domu jednego z bohaterów oznaki szalonego luksusu: kolorowy telewizor i magnetowid. Poza tym autobus jeździ raz na godzinę albo wcale, w sobotę wszyscy stoją w kolejkach i biorą co akurat jest, główna bohaterka pije kawę, bo dzięki znajomości ze sprzedawczynią z pawilonu handlowego dostaje ją spod lady, na milicji ciągle pracuje mało kobiet, a jeśli już są, to głównie wyznaczane do roli parzenia ciepłych napojów itd. Bardzo bogate i realistyczne tło społeczne: czytelnik zagląda do domów wielu przeciętnych rodzin z ich problemami i przekonaniami, że brudy się pierze pod własnym dachem. Wszystkie wątki są ze sobą bardzo logicznie połączone i prawie do samego końca nie wiadomo kto jest mordercą. 

Lubię, jak mnie książka tak zasysa :-)
Bardzo, bardzo polecam!

Moja ocen:6/6



piątek, 18 sierpnia 2017

Kolejny międzyczas...

Kolejny międzyczas, czyli bezowocne próby opisywania wszystkich książek zaraz po skończeniu lektury. 
Poniżej dwie, które leżą już przez jakiś moment na kupce "przeczytane do opisania". Ponieważ życie pokazuje, że raczej dane im tam będzie zostać dłużej, zamieszczam chociaż krótkie notki :-)


Autor: Dawid Grosman 
Tytuł: "Wchodzi koń do baru" 
Świat książki, maj 2016
Moja ocena: 5.5/6

Dawid Grosman dostał za tę książkę w tym roku Międzynarodowego Bookera i to właśnie była moja motywacja do przeczytania. Świetna, ale ciężka proza. Zgromadzeni w barze/klubie widzowie przyszli popatrzeć na podstarzałego komika i oczekują lekkiego, zabawnego przedstawienia, które zapewni im miły i relaksujący wieczór. Tymczasem aktor zaczyna wracać do swojego dzieciństwa i do "wyboru" jakiego wtedy dokonał. Rozkłada to wszystko na czynniki pierwsze i robi to tak, że czytelnikowi aż skręca wnętrzności. Naprawdę momentami trzeba tą książkę odłożyć na bok. W miarę jak bohater "rozsypuje się" na scenie, czytelnik coraz bardziej odczuwa jego tragedię. Świetnie opisane emocje, Autor mistrzowsko się w nie "wkręca" i rozbebesza je. Taka cielesna proza, odczuwalna do krwi, nie żadne prześlizgiwanie się po powierzchni. Polecam!



Autor: Benedict Wells 
Tytuł: "Koniec samotności" 
Wydawnictwo Muza, kwiecień 2017
Moja ocena: 4.5/6

A to po prostu piękna i wzruszająca momentami książka. Trójka rodzeństwa po śmierci rodziców trafia do internatu. Każde dziecko inaczej układa sobie relacje z rówieśnikami i na różne sposoby radzi z utratą rodziny a potem buduje dorosłe życie. Czy jest możliwe uporanie się z taką tragedią? Książkę czyta się bardzo dobrze, naprawdę wciąga. Jednak już na koniec doszłam do wniosku, że trochę w niej za dużo powtarzalnych schematów, ckliwych wyciskaczy łez i nieprawdopodobnych zdarzeń. Aczkolwiek pochłania. Określiłabym ją jako dobrej jakości czytadło. 



czwartek, 17 sierpnia 2017

Aleksandra Lipczak "Ludzie z placu słońca"


Autor: Aleksandra Lipczak
Tytuł: "Ludzie z placu słońca"
Fundacja Instytut Reportażu
(Dowody na istnienie), maj 2017

17 sierpnia 2017: miałam napisać o reportażach Aleksandry Lipczak z Hiszpanii, rozpoczyna się literacki Sopot, którego tematem przewodnim w tym roku jest literatura hiszpańskojęzyczna, a tymczasem dzisiaj Hiszpania to przede wszystkim Barcelona i Las Ramblas - centrum miasta - gdzie o 17.20 rozpędzona furgonetka wjechała w spacerujący tłum. W mieście chaos i panika... 13 osób zabitych, 50 rannych... 

Reportaże Aleksandry Lipczak, to lektura i dla wielbicieli Hiszpanii, i dla tych, którzy o tym kraju wiedzą niewiele. Autorka porusza bardzo wiele tematów i nie chcę tutaj opowiadać o wszystkich, ale poruszę kilka, szczególnie dla mnie interesujących. 
Hiszpańskie bary - fantastyczne miejsca - zawsze! Są wszędzie. Można po prostu wejść, usiąść, coś wypić, zjeść albo i niekoniecznie, pogadać. Tam się często zaczyna i kończy dzień. Autorka podaje, że w Hiszpanii jest więcej barów niż w całych Stanach Zjednoczonych, a na jednego mieszkańca kraju przypada średnio najwięcej barów na głowę, biorąc pod uwagę wszystkie państwa na świecie. No cóż... kto był w Hiszpanii, wie, że tak po prostu jest. Na lekcjach duńskiego w szkole w Helsingorze w Danii, spotykałam wielu Hiszpanów i ich szoku kulturowego nie było w stanie nic złagodzić: jak to o 19 wszystko (restauracje, sklepy itd.) się zamyka? No, jak to???

Kryzys mieszkaniowy - Pamiętam jak wiele lat temu polscy deweloperzy zachwycali się Hiszpanią i jej mieszkaniowym boomem. Porównywali ze sobą te dwa państwa, marzyli by Polska była drugą "mieszkaniową Hiszpanią". Tymczasem bańka pękła, zostawiając za sobą upiorne miasta widma oraz tysiące ludzi zmuszonych do eksmisji i zostających z długami do końca życia, a także należące do banków pustostany, których nie ma komu sprzedać. Kryzys to rozpacz, samobójstwa zdesperowanych bankrutów, brak perspektyw na własne M, zwłaszcza wśród młodych, z których w najgorszym okresie co trzeci nie pracował, ale także ludzka solidarność... której uosobieniem jest...

Ada Colau - obecna burmistrzyni Barcelony, pierwsza w historii kobieta na tym stanowisku. Stworzyła ruch społeczny do obrony przed hipotekami. Udowodniła, że ludzka solidarność istnieje i może realnie wpływać na rzeczywistość. W czasie szalejącego kryzysu mieszkaniowego wraz z innymi aktywistami blokowała eksmisje, negocjowała z bankami, udzielała porad prawnych. Placówki jej organizacji powstały w kilkuset miejscach w Hiszpanii, by wspierać ludzi w walce o dach nad głową. W 2015 roku wygrała wybory na burmistrzynię Barcelony. Jestem bardzo ciekawa jak sobie poradzi, jak jej ideały przetrwają w zderzeniu z brutalną polityką. Obiecała pozostać przy ludziach, słuchać ich problemów. Tak robi póki co, czego efektem jest walka miasta z przytłaczającą ilością turystów w Barcelonie. U mnie na start ma punkty za gender i zdecydowany sprzeciw wobec machlojek banków. Kibicuję jej po prostu! 

Reportaże Aleksandry Lipczak to znacznie więcej oczywiście. Zachęcam do przeczytania. Minusem książki jest straszliwy chaos: rwanie wątków, przeskakiwanie z kwestii na kwestię, sygnalizowanie jakiś spraw i nie zagłębianie się w nie. Powiedziałbym, że takie rozbiegane to wszystko. Ale przeczytać na pewno warto. 

Moja ocena: 4.5/6 



czwartek, 10 sierpnia 2017

Jussi Valtonen "Nie wiedzą, co czynią"


Autor: Jussi Valtonen 
Tytuł: "Nie wiedzą, co czynią"
Wydawnictwo W.A.B, luty 2017 

Powieść wielowątkowa, wielopłaszczyznowa i wielowymiarowa. Długaaaaaa, żmudna w czytaniu, niepochłaniająca bezdennie, ale mimo wszystko wciągająca i warta przeczytania. I ważna, zmuszająca do przemyśleń. 
Joe, młody Amerykanin i świetnie zapowiadający się naukowiec, poznaje Finkę Alinę i wyjeżdża z nią do Finlandii, rozpoczynając tam swoje życie rodzinne i karierę zawodową. Decyzja wynikająca nie tylko z miłości, ale także z lekkiej chęci zrobienia na złość rodzicom. Rzeczywistość jednak dość szybko weryfikuje oczekiwania: fiński uniwersytet nie jest najbardziej sprzyjającym miejscem do pracy zawodowej, a bycie ojcem i mężem też nie okazuje się specjalnie łatwe. Joe po wielu rozterkach, postanawia wrócić do ojczyzny, zostawiając Alinę z małym synkiem Samuelem. W Stanach ratuje swoją karierę i zostaje cenionym naukowcem, żeni się też drugi raz i ma dwie córki. Wątek fińsko - amerykański przewija się przez całą powieść. Dla mnie jest szczególnie interesujący z racji miejsca gdzie mieszkam (USA) oraz miejsca, gdzie mieszkałam do niedawna (Dania). Co prawda do Finlandii kawałek, ale mentalność "skandynawska" - nazwijmy to tak w wielkim uproszczeniu - zaprezentowana jest tutaj bardzo ciekawie. Autor z ogromnym poczuciem humoru i nieskrywaną złośliwością zestawia ze sobą te dwie kultury. Pokazuje jak Amerykanin czuje się w fińskim dusznym, zamkniętym społeczeństwie, gdzie człowiek nie mówiący po fińsku i nie znający na wylot fińskich zwyczajów, "nie ma żadnych szans". Jak ciężko się "nieswojemu" przebić zarówno w towarzystwie, jak i pracy zawodowej, zwłaszcza, gdy niewiele osób jest otwartych na zmiany, a jakakolwiek rywalizacja w ogóle nie wchodzi w grę. Drugi mąż Aliny (psychoterapeuta) też jest takim trochę "skandynawskim upiorem", dla mnie metaforą ciągłych, wszechobecnych analiz, przepracowywania siebie, niekończących się dyskusji i zebrań, z których nic nie wynika. Dostało się fińskiemu społeczeństwu, dostało się Amerykanom. Wątek rewelacyjny! 
Poza tym szeroko rozważana jest kwestia badań na zwierzętach, czy są konieczne dla postępu cywilizacji, czy można je usprawiedliwiać, łagodzić, czy na wszystkie trzeba wyrażać zgodę, czy różni ludzie wykorzystujący zwierzęta do pracy, robią to tak samo, z takich samych pobudek. Dalej pojawia się odpowiedzialność naukowców za swoją pracę. Co jeśli wyniki badań zostaną wykorzystane wbrew pierwotnym zamiarom?! W powieści efekty pracy Joe powracają w postaci "uderzenia" w jego córki za pomocą wielofunkcyjnego eksploratora wrażeń, który totalnie pochłania życie nastolatki. Bohaterowie książki to także aktywiści, "ekolobbyści" i zwykli terroryści, organizujący bezsensowne zamachy w imię "wyższych" celów. 
A poza tym to książka o zerwanej bardzo wcześnie relacji ojciec - syn i matce, słabej, niepewnej siebie kobiecie, która nie potrafiła sytuacji udźwignąć, a swoimi lękami przeszkodziła w utrzymaniu tej tlącej się jeszcze ostatkiem sił więzi. Dużo tutaj o samotności, o tym, że nawet mieszkając z kimś pod jednym dachem, nie wiemy, jakie emocje i myśli się w  nim gotują. Nie znamy się, nie słuchamy się, okopujemy się w swoich poglądach i opiniach i nie dajemy innym szans, na przedstawienie własnych prawd, a przez to zamykamy się na jakikolwiek dialog. 
Powieść pokazuje nam także, jak bardzo jesteśmy pod wpływem korporacji i treści, przez nie dostarczanych, jak można nami manipulować i jak nasze działania nie mają znaczenia (a może mają?). 
W "Nie wiedzą, co czynią" na nie ma jednoznacznej odpowiedzi na nic. Książka zostawia nas z mnóstwem przemyśleń i pytań. Lubimy o sobie myśleć dobrze, ale czy naprawdę jesteśmy dobrzy (a może czasem wolimy nie wiedzieć) i czy wszystko jest takie, jak nam się wydaje... 

Polecam

Moja ocena: 5,5/6

PS. Polecam też profesjonalną recenzję na stronie: Krytycznym Okiem




poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Ferdinand von Schirach "Przestępstwo", "Wina"

Autor: Ferdinand von Schirach
Tytuł: "Przestępstwo"
Wydawnictwo W.A.B, lipiec 2011 
Moja ocena: 6/6





Autor: Ferdinand von Schirach
Tytuł: "Wina"
Wydawnictwo W.A.B, maj 2012
Moja ocena: 6/6

Opowiadania kryminalne niemieckiego adwokata Ferdinanda von Schiracha "Przestępstwo" i "Wina" to literatura doskonała! Krótkie historie, które tną jak brzytwa i zostawiają czytelnika z przemyśleniami na cały dzień. Raz, dwa, trzy i po sprawie, wszystko jasne, tylko ciężko potem zastanawiać się nad czymś innym. Bardzo oszczędny język, bez zbędnych słów i niepotrzebnych ozdobników - konkret, czyli to co ja uwielbiam najbardziej. W opisie "Przestępstwa" czytamy: "W krótkiej, prostej i mocnej fabule pojawia się także szary, przeciętny i na pozór nieefektowny bohater - jest nim kodeks, prawo, system". Ja dodałabym jeszcze sprawiedliwość, która z tym "nieefektownym bohaterem" dosyć często nie miewa po drodze. Fantastyczne! Aczkolwiek każda z tych książek to lektura na jeden wieczór tylko. 

Polecam!!!

piątek, 21 lipca 2017

Roxane Gay "Hunger: A Memoir of (My) Body"

Autor: Roxane Gay 
Tytuł: "Hunger: A Memoir of (My) Body"
Wydawnictwo : Harper Collins, czerwiec 2017

Każdy kto mnie zna, wie, że jestem kobietą wielu diet, przeważnie kończących się porażkami. Ale ciągle mieszczę się w przepisowych wartościach BMI. Przekonanie o potrzebie schudnięcia towarzyszy mi od zawsze. Po roku mieszkania w USA stało się to pilne. Póki co odnotowuję sukcesy i żądna kolejnych "trzymam się planu odchudzania". Będąc już na diecie, znowu mając wyrytą w pamięci zawartość cukru we wszystkich produktach, wpadłam w księgarni na książkę amerykańskiej feministki Roxany Gay "Hunger". Już z okładki dowiemy się, że nie jest to zapis cudownego chudnięcia i że nie będzie na końcu zdjęcia w spodniach za dużych o kilkanaście rozmiarów. Nie jest to też opowieść o akceptacji i cieszeniu się życiem w ciele o wiele za dużym.

Ja, powielając wszystkie najgorsze stereotypy, też myślę widząc ludzi postury Roxane Gay: "jak można się doprowadzić do takiego stanu?!" Kupiłam "Hunger", żeby spojrzeć na temat z drugie strony, że spróbować zrozumieć.

Autorka, feministka, uznana pisarka, wykładowczyni akademicka opowiada jak doszło do tego, że zaczęła niepohamowanie jeść. Historia wstrząsająca: Roxane Gay jako 12-letnia dziewczyna została zbiorowo zgwałcona przez swojego chłopaka i jego kolegów. A potem żyła z tym sekretem sama przez wiele lat, obarczając się winą za to, co się stało, niezdolna wyznać wszystkiego kochającej i wspierającej rodzinie. Jedzenie było ucieczką, odpowiedzią na samotność, a ciało miało służyć jako twierdza, której nikt już nie sforsuje, nie pokona, nie przestraszy, dlatego musiało rosnąć i zabierać coraz więcej miejsca. Autodestrukcja Autorki, poczucie, że jest nikim i na nic dobrego nie zasługuje trwało wiele lat i chyba jeszcze nie udało się go przezwyciężyć. "Pamiętnik" Roxane Gay pokazuje też jak ciężko jest być osobą otyłą na co dzień, być widzianym w każdej sytuacji tylko przez pryzmat wagi. Tak jakby konkretna kobieta ze swoją osobowością, potrzebami, emocjami nie istniała poza dużym ciałem. Książka uzmysławia też z jakimi problemami praktycznymi osoby tak bardzo otyłe codziennie się borykają: za małe krzesła wszędzie (począwszy od restauracji a skończywszy na fotelach u lekarzy), za krótkie pasy bezpieczeństwa w samolotach, za małe opaski do mierzenia ciśnienia w gabinetach lekarskich, podesty, na które nie można wejść, strach przed drzwiami - czy aby na pewno będą wystarczająco szerokie, nie mówiąc już o pouczaniu ze strony przygodnych ludzi na temat ich wagi i wyglądu, szeptach za plecami, czyli mówiąc krótko: życie w ciągłym poniżeniu. Książka bardzo ważna: określana już mianem "najbardziej feministycznej" w dorobku Autorki, ale przede wszystkim pozwalająca chociaż trochę wczuć się w sytuację osób otyłych i być może wykazać zachowania empatyczne, gdy kiedyś taką osobę spotkamy. 

Polecam!
Moja ocena: 5/6




poniedziałek, 17 lipca 2017

Przeczytane w międzyczasie...

I znowu to samo... brak czasu na dłuższe wypowiedzi na blogu, a kupka przeczytanych rośnie. 
Ale chociaż krótko o każdej książce, tym bardziej, że to najwyższa czytelnicza liga. 

Autor: Łukasz Orbitowski
Tytuł: "Inna dusza"
Wydawnictwo Od Deski do Deski, czerwiec 2015
Moja ocena: 6/6

"Inna dusza" ukazała się w serii na faktach wydawnictwa od Deski do Deski. Różni pisarze wzięli na warsztat "słynne" zbrodnie, które w swoim czasie wstrząsnęły opinią publiczną w Polsce i przedstawili ich fabularyzowane wersje. Łukasz Oribitowski przenosi nas do Bydgoszczy z początku lat 90tych. W książce nie ma typowej zagadki kryminalnej. Wiadomo, że zbrodnia się wydarzy, nawet jeśli nie zna się sprawy, wiadomo kto ją popełni. To co mnie urzekło w tej powieści, to klimat beznadziei najgorszych bydgoskich dzielnic tamtych lat: początek kapitalistycznych przemian i ludzie, którzy nie wiedzą jak się w nich odnaleźć, najtańszy alkohol sprzedawany na zeszyt i pełne studium rodziny alkoholowej. Mrok, beznadzieja i zero perspektyw. To się po prostu nie może dobrze skończyć. Polecam! Świetna pozycja!


Autor: Wojciech Kuczok
Tytuł: "Czarna"
Wydawnictwo Od Deski do Deski, maj 2017
Moja ocena: 4,5/6
Podobnie jak Łukasz Orbitowski Wojciech Kuczok pisze o sprawie, która wydarzyła się naprawdę. Ciekawie opowiedziana historia. Jeżeli ktoś nie wie, jakie wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, to do praktycznie do ostatnich stron pozostanie w niewiedzy. Z opowieści Kuczoka "płynie przesłanie/rada": nie igraj z emocjami. Polecam!


Autor: Dorota Masłowska 
Tytuł: "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu"
Wydawnictwo Literackie, maj 2017
Moja ocena: 6/6

Zebrane felietony Doroty Masłowskiej, wcześniej publikowane w internetowym wydawnictwie: Dwutygodnik.com oraz kilka dodanych na potrzeby tej publikacji. Uwielbiam ten język: pełen pasji, zjadliwy, momentami zakręcony, bardzo dosadny. Czyta się świetnie! Gorąco polecam! 






Autor: Sarah Moss
Tytuł: "Nocne czuwanie" 
Wydawnictwo Czwarta Strona, maj 2017 
Moja ocena: 4,5/6 

Paulina Surniak z Miasta Książek zachwyciła się Autorką Sarah Moss wiele lat temu. A niedawno przetłumaczyła jej książkę "Nocne czuwanie" dla Wydawnictwa Czwarta Strona. Mnie powieść się bardzo podobała i nie żałuję, że przeczytałam, ale do zachwytów daleko. Historia naukowczyni, która spędza lata na odziedziczonej przez męża wyspie, próbując jednocześnie zajmować się dziećmi i pisać książkę. Gdy przypadkiem natrafia na zakopane w ogrodzie ciało małego dziecka, uruchamia się jej historyczna smykałka i docieka co się stało. Powieść bardzo ciekawie skonstruowana, mądra ale ja chyba nie jestem w dobrym momencie życia na takie lektury. Opisy zmagań z dziećmi mnie przerastały. Po prostu mam to na co dzień i chyba wystarczy. Ale na pewno pozycja warta przeczytania. 











środa, 28 czerwca 2017

Jon Ronson "Wstydź się"

Autor: Jon Ronson 
Tytuł: "Wstydź się" 
Wydawnictwo Insignis, kwiecień 2017

W którymś z numerów Wysokich Obcasów ukazał się wywiad o takim tytule: Jon Ronson, autor książki "Wstydź się!": Motłoch w internecie to jesteśmy my, a nie jacyś oni. Zabrzmiało interesująco. Po przeczytaniu rozmowy z Jonem Ronsonem byłam pewna, że ta książka to pozycja obowiązkowa, zwłaszcza dla użytkowników mediów społecznościowych i osób ogólnie aktywnych w sieci. Autor opisuje wstyd, jako jedną z najpotężniejszych sił, wpływających na ludzkie zachowania i decyzje. Publiczne zawstydzanie było powszechnie stosowaną karą, której cywilizowane społeczeństwa stopniowo zabraniały stosować w XIX - XX wieku. Wystawieni na publiczne upokorzenie ludzie mieli jednak tą przewagę nad współczesnymi użytkownikami Twittera czy Facebooka, że ich wina była wcześniej udowodniona w sądzie, mieli szansę przyprowadzenia świadków, odpowiedzenia na pytania i wyjaśnienia sytuacji. Tymczasem w mediach społecznościowych każda wypowiedź może się zakończyć hejtem i to nie tylko tym wirtualnym. Już historia przytoczona przez Autora w wywiadzie jest niesamowita: nudząca się na lotnisku, przed wylotem na wakacje do Afryki Południowej, Justine Sacco wrzuciła na Twittera żart, który był nieudolnym/źle sformułowanym, ale jednak tylko żartem na temat uprzywilejowanej sytuacji białych kobiet. Został opacznie odczytany jako obrzydliwy, rasistowski komentarz. Gdy niczego nieświadoma Justine wysiadła kilka godzin później z samolotu, jej twitta przeczytało ponad milion osób, ktoś czekał na nią na lotnisku, zrobił jej zdjęcie i wrzucił do sieci, musiała skrócić wakacje, bo ludzie bojkotowali hotele, w których się zatrzymywała, została zwolniona z pracy, prawie rok nie wychodziła z domu, wszystko przypłaciła depresją. Wylała się nie nią fala hejtu, od zwykłych ludzi, przekonanych, że robią coś dobrego, bo takie rasistki nie powinny funkcjonować w społeczeństwie. "Autorka afery" nie miała żadnej możliwości obrony. Nikogo nie interesowało, że nie ma poglądów rasistowskich, że to był niefortunny żart. Życie tej kobiety zostało zamienione w koszmar. Autor poznał Justine Sacco osobiście, spędził z nią wiele czasu, podobnie jak z innymi swoimi bohaterami, którym niefortunne wypowiedzi w sieci, zrujnowały życie. Jak mówi Jon Ronson w przytoczonym wywiadzie: "gdy jesteś oskarżony w internecie, nie masz żadnych praw". 
"Podobno internet jest stworzony dla nas. To najbezczelniejsze kłamstwo, jakie słyszałem. Lubimy myśleć o sobie jako o ludziach, którzy sami dokonują swoich wyborów, kierują się własnym gustem i sami dobierają sobie internetowe treści. Ale tak naprawdę nie chodzi tu o nas. Tu chodzi o wielkie korporacje, które kontrolują przepływ danych". I na tych danych zarabiają: na naszych kliknięciach, kreowaniu afer, napędzaniu ruchu na stronach czy to rzeczywistym, czy wyimaginowanym bohaterom lub "aferzystom". 
Problemem w mediach społecznościowych zawsze jest to, że są to to tylko wyrywki i fragmenty, odizolowane, bez kontekstu, przepuszczone przez filtr oceniającego, jego wizję świata, jego doświadczenie, jego wyobraźnię i jego ograniczenia. Cały kontekst pozostaje poza wiedzą użytkownika, albo jest przez niego tworzony na "potrzeby chwili", dopowiadany i często nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dobrzy ludzie chcą robić dobre rzeczy i szkalują "winnych". "Zawstydzanie może być jak zniekształcające lustro w wesołym miasteczku -zwykłych ludzi zamienia w szkaradne monstra". Warto sięgnąć po książkę Jona Ronsona, żeby na przykładzie przedstawianych przez niego historii, to zrozumieć. "Wstydź się!" to moim zdaniem też fantastyczna lektura pomagająca uzmysłowić sobie, jak łatwo można zostać zmanipulowanym, nie tylko na Facebooku czy Twitterze. Mnie się już nie raz zdarzało czytać tekst, z którym się "absolutnie zgadzałam". Po czym po kilku dniach, pojawiała się do niego polemika i moje "absolutnie" trochę się chwiało. Jak mylne może być wrażenie po przeczytaniu postu na Facebooku albo po rzuceniu okiem na zamieszczone zdjęcie, przekonamy się po lekturze "Wstydź się!". A czyta się świetnie! Autor wciąga nas całkowicie w historie swoich bohaterów, a wszystko doprawia fantastycznym humorem. 

Polecam!

Moja ocena: 6/6


czwartek, 15 czerwca 2017

Elizabeth Strout "Anything Is Possible"

Autor: Elizabeth Strout
Tytuł: "Anything Is Possible"
Wydawnictwo Random House, kwiecień 2017

"Mam na imię Lucy" to wg Magazynu Książki najlepsza powieść 2016 roku w Polsce. Zgadzam się z tym, chociaż ogólnie uważam, że "naj" powinno przyznawać się co najmniej 20-30 pozycjom, wtedy byłoby "sprawiedliwiej". Ale wysoka lub najwyższa lokata "Mam na imię Lucy" we wszystkich możliwych rankingach jest jak najbardziej zrozumiała. Autorka w tym roku powróciła z "kontynuacją". W "Mam na imię Lucy" w ciągu pięciu nocy, kiedy bohaterka leży w szpitalu, a przy jej łóżku czuwa dawno niewidziana matka, dowiadujemy się o jej niezbyt szczęśliwym dzieciństwie. W "Anything Is Possible" Lucy Barton jest już uznaną pisarką, mieszkającą w Nowym Jorku, uczestniczącą w promocjach swoich powieści i spotkaniach autorskich. Przy okazji wydania wspomnień, wraca do swojej rodzinnej miejscowości Amgash, Illinois aby odwiedzić mieszkających tam ciągle brata i siostrę. Samej Lucy "niewiele jest w tych opowiadaniach". Poznajemy ją poprzez mistrzowsko zaprezentowane i splatające się ze sobą historie mieszkańców, z których każdy jakoś Lucy pamięta. Elizabeth Lowry w The Guardian napisała, że "to opowieść o zwykłych ludziach, poddanych nieprzeciętnemu cierpieniu, którym czasami udaje się to przetrwać". Poszczególni mieszkańcy Amgash mogą przeczytać swoje historie, odkryć nieznane fakty we wspomnieniach opublikowanych przez Lucy.
Elizabeth Strout jest "moim zeszłorocznym objawieniem". Główną zaletą jej prozy jest nieprzegadanie. Dawno nie czytałam czegoś tak oszczędnego w słowa, a jednocześnie tak dosadnie trafiającego w punkt. Ja, jako wielbicielka fikcji, ale jednak niezbyt odległej od rzeczywistości (co np uniemożliwia mi jakąkolwiek przyjaźń z fantastyką), doceniam w powieściach Autorki zanurzenie w prostej, przyziemnej codzienności tzw. "zwykłych ludzi" z ich problemami, rozterkami i czasami też radościami. Podoba mi się również to w jaki sposób Elizabeth Strout "wydobywa" dla czytelników historie swoich bohaterów. Dużo wątków nie jest przedstawionych wprost, trzeba je sobie posklejać z różnych kawałków, aby otrzymać całość, niekiedy powalającą.


Gorąco polecam!!!



Moja ocena: 6/6

Magda

piątek, 26 maja 2017

Magdalena Niedźwiedzka "Maria Skłodowska - Curie"


Autor: Magdalena Niedźwiedzka
Tytuł: "Maria Skłodowska - Curie"
Wydawnictwo Prószyński Media, luty 2017

Czy dwukrotna laureatka Nagrody Nobla z fizyki i chemii może poza wszelką logiką oszaleć z miłości do żonatego kobieciarza i łatwo sterowalnego "pantoflarza"? Okazuje się, że tak. Na tych burzliwych latach z okresu życia wielkiej naukowczyni skupia się powieść Magdaleny Niedźwiedzkiej. Po tragicznej śmierci męża Piotra Curie, Maria Skłodowska - Curie związała się ze słynnym fizykiem Paulem Langevinem, ojcem czwórki dzieci. Ich romans wywołał skandal we Francji. Żona naukowca szalała, starając się ze wszystkich sił zemścić na kochance męża. Doprowadziła do publikacji listów, które wymieniali, dostarczając "gorących" tematów paryskim codziennym brukowcom. Maria Skłodowska - Curie musiała się ukrywać, romans przypłaciła też zdrowiem i załamaniem nerwowym. Powieść czyta się bardzo dobrze. Oprócz bieżących wydarzeń Autorka przenosi też czytelników w przeszłość i mamy możliwość poznania najważniejszych wydarzeń z dzieciństwa i młodości bohaterki. Maria niesłychanie ambitna i pracowita robi wszystko, aby spełnić swoje marzenie o studiach Paryżu. Najgorszym jednak przeciwnikiem nie okazuje się bieda, ale głębokie społeczne przekonania o roli i powinności kobiet w życiu. Maria wysłuchuje więc codziennie tekstów po co jej studia, czy to się jej przyda w prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci itd. Przez całe życie mimo wszelkich zdobytych nagród i ogromnych osiągnięć naukowych, jest ciągle oceniana przez pryzmat swojej kobiecości. Również za romans z żonatym mężczyzną cenę płaci głównie ona, chociaż to ona jest sama, nikogo nie oszukuje, nikomu innemu nic nie ślubowała. Ale w tym temacie od czasów Marii Skłodowskiej- Curie niewiele się zmieniło.

Polecam!
Moja ocena: 5/6

niedziela, 14 maja 2017

Siri Hustved "Świat w płomieniach"

Autor: Siri Hustved  
Tytuł: "Świat w płomieniach"
Wydawnictwo W.A.B

Moje doświadczenie pokazuje, że zakończenie absolutnie wciągającej serii ("Genialna Przyjaciółka" i inne) plus przeprowadzka razem wzięte nie sprzyjają nadmiernemu czytelnictwu. Męczyłam się przez 2 tygodnie z "Ósmym dniem", porzuciłam, sięgnęłam po "Świat w płomieniach" i też okupiłam męką, ale dobrnęłam do końca.
"Świat w płomieniach" to historia wymyślonej artystki Harry, żony nowojorskiego mecenasa sztuki Felixa, która ze swoimi pracami nie może się przebić do szerokiej publiczności. Bohaterka to kobieta wykształcona, oczytana, niebywale inteligentna, o szerokich zainteresowaniach. Nie mieści się w kategoriach przypisywanych stereotypowej kobiecie. "Harry ich odstraszała. Miała zbyt szeroką wiedzę, za dużo czytała, była za wysoka. [...] Zaczęła mówić co myśli, poprawiała osoby, jeśli się myliły [...]. Harry przestała komukolwiek ustępować." Uważała, że nowojorski świat sztuki jest mizoginiczny. Aby udowodnić swoje racje i ostatecznie zatriumfować rozpoczęła współpracę z trzema artystami i pod ich nazwiskami wystawiła swoje prace. Wystawy odniosły sukces. Sprawy się skomplikowały, gdy jeden z mężczyzn zaprzeczył, że Harry jest autorką wystawianych prac. Prawdy nie dało się dociec, gdyż mężczyzna zmarł w niejasnych okolicznościach. "Dokumentalna fikcja" - chyba tak można określić konstrukcję "Świata w płomieniach". Powieść składa się ze zredagowanych "dzienników" Harry, "rozmów" Autorki z różnymi osobami - dziećmi artystki, krytykami sztuki, dziennikarzami, przyjaciółmi, współpracownikami. Poszczególne relacje pokazują bohaterkę z różnych perspektyw i ujęć, pozwalając czytelnikowi na obiektywizm i wyrobienie własnej opinii. Powieść nominowana do nagrody Bookera, zebrała świetne recenzje, ja się od niej trochę odbiłam. Wydała mi się mocno "przekombinowana". Poziom "dygresji do dygresji" dla mnie zdecydowanie zbyt zaplątany i czyniący lekturę niestrawną. 

Moja ocena: 4/6